środa, 7 lutego 2018

Rozdział 10

Rozdział X

Colgen dzieli skórę na niedźwiedziu, choć jeszcze go nie upolował

Dokładnie w tym samym czasie, gdy Jej Królewska Mość królowa Maria Leszczyńska niepokoiła się przebiegiem misji swoich wiernych żołnierzy, minister Colgen również się niepokoił, choć robił to z zupełnie innych powodów. Chodził on nerwowo po pokoju i zastanawiał się, jaki będzie raport jego wysłanników. Drażniło go dosłownie wszystko, łącznie z tym jego wiernym niemieckim sekretarzem, który na każde zadane mu pytanie odpowiadał jedynie „Jawohl” lub „Ja, Herr Minister”.
- Już ja mu kiedyś wsadzę to jego „Jawohl” do gardła. I to tak, że aż się nim udławi, dureń jeden - pomstował na swego sekretarza Colgen.
Dzisiaj odwiedził ministra hrabia de Bernice przekazując mu wieści, że muszkieterowie wysłani przez królową zostali wyeliminowani z rozgrywki i prawie wszyscy zostali zmuszeni do zaprzestania kontynuowania misji. Wszyscy poza Charmentallem, który jako jedyny ocalał z zastawionych nań pułapek i nawet próbował ukraść wysłannikom ministra dokument. Na całe szczęście to mu się nie udało, choć niestety dokument został bardzo mocno uszkodzony. Dokładniej mówiąc oderwano z niego część, tę z królewskimi podpisami i pieczęciami. Trzeba więc było znaleźć fałszerza, który umiałby podrobić brakujące części dokumentu, a to już dość skomplikowana sprawa.
Colgena jednak najbardziej zabolało to, czego dowiedział się chwilę później. Mianowicie, że jego własna córka spiskowała z muszkieterami. Był tym głęboko urażony. Żeby rodzone dziecko opowiedziało się przeciwko własnemu ojcu?! Ach, ci podli muszkieterowie. Jak oni mogli przeciągnąć jego córkę na swoją stronę? Cóż to za nędznicy! Doprowadzili do tego, że ukochane dziecko stało się jego wrogiem! Ale on im tego czynu nigdy nie daruje! Zemści się na nich. Oj tak, zemści się. A jego zemsta będzie straszna i wyjątkowo okrutna. Będą błagać go o litość, której on oczywiście im nie okaże. Poczują, co to znaczy zadzierać z nim.
Kilka dni później po południu powrócili jego wysłannicy: Febre i hrabina de Willer. Przywieźli ze sobą również Luizę. Kiedy Colgen ją ujrzał nie był w stanie zapanować nad sobą.
- A! Tutaj jesteś, ty nędznico!
Podszedł do niej i patrzył na nią przez chwilę w milczeniu. Gdy nie zareagowała na jego słowa, uderzył ją w twarz.
- Podła zdrajczyni!
Wściekłość, ból i gorycz opanowały jego umysł. Ograniczały zdolność logicznego myślenia. Nie panował nad swoimi słowami i czynami.
- Jak mogłaś?! Jak mogłaś zdradzić własnego ojca i spiskować z jego wrogami?! Córka tak nie postępuje!
Ledwie wypowiedział te słowa, a panna Luiza spojrzała na niego i powiedziała spokojnym, acz zdecydowanym tonem:
- Ty nędzny potworze! Przez ciebie nie żyje moja matka! To ty ją zabiłeś! Ojciec tak nie postępuje!
Gdyby piorun teraz uderzył w Colgena w sam czubek głowy, to na pewno zrobiłoby to na nim mniejsze wrażenie niż słowa Luizy. A więc ta dziewczyna o wszystkim wie? Nie, to przecież niemożliwe. Pewnie blefuje albo mówi, co jej ślina na język przyniesie.
- Kto ci naopowiadał tych bzdur? - próbował się bronić Colgen - Twoja matka zmarła przy porodzie próbując bezskutecznie wydać na świat moje drugie dziecko. Zmarła razem z nim.
- Och, nie! Mój ty kochający i jakże czuły ojczulku. Nie zmarła w ten sposób. Ja znam prawdę. Wiem wszystko. Wiem więcej niż ci się wydaje. Wiesz, co jeszcze wiem?
- Słucham. Co jeszcze niby wiesz, ty głupia dziewczyno?
Luiza pochyliła się nad nim i szepnęła mu coś do ucha.
Colgen wzdrygnął się przerażony. A więc jednak ona wie. Więc zna prawdę.
- Skąd to wiesz? I od kogo?
- Raul Charmentall mi powiedział. Opowiedział mi, kim jest ten łajdak w czerni, który ci służy. Raul rozpoznał go i rozpoznał też mnie. A ja jego nie poznałam! Nie poznałam go, choć serce mi drżało na sam jego widok. Zresztą niby w jaki sposób miałabym to zrobić?! Dzięki tobie nie miałam takiej możliwości. Ale wiedziałam, od samego początku wiedziałam, że jest on mi jakiś dziwnie bliski, choć nie potrafiłam tego sobie wytłumaczyć. Nawet mój charakterystyczny pieprzyk na szyi zgadzał się z opisem tego, jaki miała jego siostra. Raul opowiedział mi, co zrobił ten łajdak, choć nie wiedział wszystkiego o nim. W przeciwieństwie do mnie, bo ja już znam prawdę i wiem wszystko! Z początku nie wierzyłam Raulowi, gdy mi mówił te swoje rewelacje, potem jednak podsłuchałam kilka twoich rozmów, jakie prowadziłeś ze swoimi zbirami i wszystko stało się już dla mnie jasne. Zrozumiałam wreszcie, kim jestem i co zrobiłeś. Wiem więcej, niż Raul. Dzień potem, jak twoi ludzie mnie uwięzili usłyszałam ich rozmowę. Febre i hrabina de Willer rozmawiali o Raulu i o tym, że to ty zleciłeś zabójstwo jego ojca oraz porwanie matki. To przez ciebie spadły na mnie i na niego same nieszczęścia. Jesteś zbrodniarzem! Myślisz, że po tym wszystkim, co wiem, mogłam pozostać wobec ciebie lojalna? Nigdy!
- Jak to nigdy?! - ryknął oszalały z wściekłości Colgen - A to, że cię wychowałem jak rodzoną córkę, to co?! To już się dla ciebie nie liczy?!
- Nie musiałbyś tego robić, gdybyś nie zabił mojej matki! - krzyknęła do niego Luiza.
- Nie ja ją zabiłem!
- Ale to przez ciebie ona nie żyje! Przez ciebie! Nie zapomnę ci tego nigdy, ty morderco! Ty bestio! Nie zamkniesz mi ust! Choćbyś nawet mnie uwięził, to nic ci to nie pomoże! Mój ukochany i jego przyjaciele przybędą tu i mnie uwolnią! A ty dasz głowę pod katowski topór, ty, ty… Morderco kobiet i dzieci!
- Dosyć! - krzyknął Colgen i uderzył ją ponownie w twarz.
Luiza spojrzała wówczas na niego z nienawiścią. Colgen przeraził się tego spojrzenia. Zbyt dobrze je znał. Zbyt dobrze pamiętał, jak matka Luizy tak na niego patrzyła, kiedy jej groził. Przerażony cofnął się o kilka kroków, po czym zasłoniwszy sobie oczy palcami powiedział spokojnym tonem:
- Zamknąć ją w jej pokoju i dopilnować, żeby go nie opuszczała.
Luizę więc odprowadzono do pokoju i zamknięto na klucz. Uczynił to hrabia de Bernice.
- No i co ja teraz mam zrobić?! - zawołał Colgen, kiedy dziewczyna została już wyprowadzona - Co ja mam teraz zrobić?! Głupia smarkula wszystkiego się dowiedziała! Nie możemy jej wypuścić. Wygada wszystko, gdy tylko się stąd wydostanie, a wówczas będziemy skończeni.
- Wobec tego jej nie wypuszczajmy - powiedziała hrabina de Willer spokojnym tonem, jakby nie pojmowała powagi całej sytuacji.
- I co?! Mam ją trzymać na uwięzi przez całe życie?! - krzyknął wściekły Colgen.
- A czemu by nie? - zapytał Febre obojętnym tonem - Posiedzi sobie trochę w swoim pokoju o chlebie i wodzie, to zaraz zmięknie.
- To ty możesz sobie siedzieć o chlebie i wodzie! - zawołał gwałtownie hrabia de Bernice, wchodząc do pokoju - Ale ona na pewno nie!
- Zamknij się, de Bernice - warknął Febre - Nie wiesz nawet, o czym mówisz. Zobaczysz, że po takiej diecie od razu zmięknie.
- Może to i racja - pomyślał głośno Colgen - Ale nie, nie! Nie pozwolę na to. Ostatecznie wychowałem ją jak córkę. Nie robiłem tego po to, aby ją teraz trzymać na uwięzi. Ale wypuścić jej też nie mogę. Co mam robić? Radźcie! Co mam robić?!
- Zamknąć ją gdzieś i pilnować - powiedział Febre - Jak posiedzi w zamknięciu kilka dni, to od razu zmięknie i będzie potulna jak baranek.
- Popieram Febre’a - dodała hrabina de Willer - Ma w tym wypadku rację. A najlepiej by było również dokonać na niej hipnozy. Wówczas nie tylko wmówimy jej, co tylko zechcemy, ale również zmusimy ją do wydanie wszystkich jej tajemnic.
- Zgadzam się - dodał hrabia de Bernice - Hipnoza to dobry pomysł.
- Bardzo dobry - potwierdziła hrabina.
- Oj tak, bardzo dobry, ale najwidoczniej zapomniałaś o tym, moja droga, że w dzieciństwie sama za pomocą chytrych sztuczek, uodporniłaś ją na hipnozę - mruknął niezadowolony Colgen.
- Owszem, zrobiłam to, ale na pański wyraźny rozkaz. Nie chciał pan przecież, żeby jakiś wróg mógł panu zbałamucić córeczkę i uczynić z niej posłuszną sobie lalkę.
- Owszem, nie zaprzeczam, zrobiłaś to na mój rozkaz, jednak teraz się to na nas mści. Bo jeśli nawet uda ci się ją wprowadzić w trans, w co wątpię, to i tak nic z niej nie wyciągniesz.
- Zawsze jest inny sposób, żeby zmusić ją do rozmowy o swoich przyjaciołach, a zarazem do całkowitego milczenia w kwestii naszej sprawy - stwierdził podłym głosem Febre.
- A to jaki? - Colgen nadstawił ucha.
- Wystarczy tylko oddać ją mnie i moim ludziom. My już mamy swoje sposoby na rozwiązywanie języka - rzekł człowiek w czerni, uśmiechając się przy tym złośliwie.
- Nie ma mowy - warknął na niego Colgen - Nie pozwolę na to, żebyście ją maltretowali lub bili. Mimo wszystko nadal kocham ją jak córkę i nic tego nie zmieni.
- A kto tutaj mówi o maltretowaniu? - zapytał Febre, uśmiechając się cynicznie - My ją będziemy wręcz pieścili. Bardzo pieścili.
Hrabia Filip de Bernice, zrozumiawszy aluzję, doskoczył do swego rozmówcy, złapał go za kołnierz, przycisnął do ściany i zawołał:
- Uprzedzam cię, Febre! Jeśli ją tkniesz, to cię z moich rąk nawet sam Lucyfer nie wyrwie!
- Lucyfer i tak się kiedyś o nas wszystkich upomni, kochasiu - zaśmiał się z kpiną morderca, jeszcze bardziej rozdrażniając w ten sposób swego adwersarza.
- Jeśli zdenerwujesz mnie jeszcze raz, to upomni się o ciebie znacznie prędzej niż myślisz! Nawet w tej chwili!
- Spokój! - ryknął wściekły Colgen, uspokajając ich obu - De Bernice, puść go! A ty Febre, skończ z tymi swoimi głupimi pomysłami! Te nasze wszystkie sprzeczki do niczego prowadzą. Później pomyślimy o tym, co zrobić z Luizą. Teraz chcę wysłuchać relacji z waszej wyprawy.
Hrabia de Bernice musiał więc puścić Febre’a, zaś ten złożył z hrabiną de Willer dokładny raport ze swych działań. Minister bardzo się ucieszył na wiadomość, że wszystko się udało. Zaś faktem, że młody Raul Charmentall uniknął pułapek i chciał im przeszkodzić, nie przejął się w ogóle.
- Dajcie spokój! Co tam jeden muszkieter! - zawołał Colgen, machając przy tym pogardliwie ręką - W końcu to tylko jeden człowiek. Co on niby może nam zrobić? Poza tym jest już za późno. Kości zostały rzucone. On i tak już nie przeszkodzi naszym planom. Dokument został dostarczony ambasadorowi. Już wkrótce wybuchnie wojna z Hiszpanią. Król jest młody i głupi, nie umie prowadzić wojen. Kraj powoli pogrąży się w chaosie. Łatwo będzie więc w takiej sytuacji zorganizować przewrót pałacowy oraz przejąć władzę. To będzie prostsze niż posmarowanie masłem pajdy chleba. Nikt nam w tym nie przeszkodzi. Prócz tego może zdarzy się tak, że sam zagubiony w zawiłościach polityki i wojny król odda władzę w moje ręce? Teoretycznie na jakiś czas, w rzeczywistości zaś na dłużej, a nawet na bardzo, bardzo długo, bo na zawsze!
- Mimo wszystko ten cały Charmentall może nam jednak bruździć - powiedziała hrabina de Willer.
- Zgadzam się z nią - dodał Febre - Najlepiej zatem będzie, jeśli go zlikwiduję.
- Jeszcze nie teraz. Później się tym zajmiemy. Teraz mamy ważniejsze sprawy na głowie niż przejmowanie się nim. Poza tym na razie nawet nie wiemy, gdzie on jest - przypomniał im Colgen.
- To się tego dowiemy.
- Powiedziałem ci już, Febre, że zrobimy to później. Rozumiesz mnie, człowieku? Później. Teraz mamy co innego na głowie.
O tak! Minister Colgen miał zdecydowanie teraz ważniejsze sprawy niż przejmowanie się jednym człowiekiem. Znawcy tematu nazywali to dzieleniem skóry na niedźwiedziu i słusznie, bowiem pan minister właśnie planował, co zrobi, gdy tylko uzyska upragnioną władzę. Jakie wprowadzi zarządzenia, jakie prawa i obowiązki, jak wysokie podatki itd. O tak, już dawno powinien zastanowić się nad tym i rozpocząć realizację swego planu. Od dawna, czyli od chwili, w której król odmówił mu najwyższych urzędów w tym kraju i godności księcia. A jemu, jako najwierniejszemu słudze Francji (w końcu jego rodzina służy Burbonom od wielu lat, do tego byli spokrewnieni z nimi), najbardziej należały się zaszczyty i honory. A tu odmowa. Taki afront wystosowany wobec wiernego sługi? O nie! On, Jean Pierre Colgen nie pozwoli tak sobą pomiatać! Skończyło się rozpieszczanie małego Ludwiczka. Teraz to on, niedoceniony pan minister będzie wydawał rozkazy. Dosyć rządów głupiego młodzika. Wydawać rozkazy musi ten, kto sobie na to zasłużył, czyli on, minister Policji i Skarbu. A kiedy tylko zacznie on rządzić, to cały świat to odczuje!
Oczywiście najpierw trzeba pozbyć się króla. Ale z tym na pewno nie będzie większych problemów. Jego prywatna gwardia już sobie poradzi z tymi głupimi muszkieterami. Potem natomiast porwie się króla i królową do prywatnego zamku ministra i zmusi ich do podpisania korzystnego dla Colgena aktu abdykacji. Potem Colgen zostanie formalnie koronowany na króla Francji i wszystko będzie tak, jak sobie wcześniej wymarzył. Och, cóż to za piękne marzenia!
Oczywiście, gdyby możliwość osadzenia pana ministra na tronie była politycznie nierealna, zawsze jest jakieś inne rozwiązanie. Można królem uczynić kogoś z bliższej rodziny Ludwika XV i zrobić z tej osoby swoją marionetkę. To i tak bez różnicy, kto formalnie będzie zasiadał na tronie, skoro faktyczna władza pozostanie w rękach Colgena. Historia zna już podobne przypadki. Czyż Ludwik XIII nie był tak naprawdę marionetką w rękach kardynała Richelieu? A czyż Anna Austriaczka nie była zabawką swego kochanka, kardynała Mazarina? Ludwik XIV doskonale wiedział o tym wszystkim, dlatego nie powołał po śmierci tego chciwego Włocha nowego I ministra. Zniszczył też wszechwładnego Fouqueta, który chciał być drugim człowiekiem po królu. Tak, Ludwik XIV był wielkim władcą, ale po wielkim władcy na tron wstąpił żałosny dzieciak, jego prawnuk nie posiadający ani odrobiny talentów swego wielkiego pradziadka. Gdyby nie ta jego wredna żoneczka, Polka, już dawno byłby on marionetką w rękach Colgena. Ale ta podła kobieta buntuje męża przeciwko swemu ministrowi. Przez nią pan minister nie ma już wotum zaufania u Jego Królewskiej Mości. No cóż... Tym gorzej dla nich obojga. Oboje jeszcze za to zapłacą. Mogli sobie siedzieć spokojnie na tronie i zatwierdzać jego dekrety, ale skoro nie, to nie. Władza przejdzie w ręce tego, kto zrobi z niej właściwy użytek.
Takimi oto planami Colgen zaprzątał sobie teraz głowę. Opowiedział właśnie o nich Febrowi, hrabinie de Willer i hrabiemu de Bernice, którzy znali je bardzo dobrze, ale oczywiście wysłuchali z cierpliwością przemowy swego pryncypała. Mieli w tym oczywiście interes, gdyż jak przewidywali, Colgen zapytał ich, by mieć stuprocentową pewność, co chcą otrzymać za wierną służbę.
Febre powiedział, że pragnie otrzymać tytuł diuka oraz duży majątek ziemski. Oczywiście chce być również kapitanem gwardii pałacowej.
- Mówisz i masz to, mój przyjacielu - odpowiedział Colgen tonem pełnym królewskiej łaski - A ty, de Bernice?
- Chce odzyskać ziemię, które mi się należą. Wie pan, panie ministrze, o jakie ziemie mi chodzi?
- Tak, wiem. Czy to wszystko?
- Chcę poślubić Luizę.
- Rozumiem. To prosta sprawa. Poślubisz ją więc, na pewno poślubisz. Dotychczas nie popierałem oficjalnie waszego małżeństwa, gdyż była moją córką i nie chciałem jej do niczego zmuszać. Teraz wszak, skoro się mnie wyparła, straciła możliwość decydowania o swoim stanie cywilnym i w ogóle o czymkolwiek. Dostaniesz ją za żonę. Chcesz czegoś jeszcze?
- Tak. Chcę dostać głowę baron Francois de Morce - odpowiedział de Bernice.
- Czemu tak bardzo zależy ci na jego śmieci? - zapytał pan minister, nie rozumiejąc jego motywacji.
- To już moja prywatna sprawa, panie ministrze. Nie chcę nikomu o tym mówić.
- Jak sobie chcesz. Otrzymasz więc głowę tego baronka. A ty, hrabino? Masz jakieś życzenia?
- Owszem, panie ministrze. Mam, ale pozwoli pan, że wyjawię je na osobności? - zapytała hrabina de Willer.
- Jak sobie pani życzy - odpowiedział Colgen i zawołał do Febra i de Bernice’a - Wy dwaj, wyjdźcie. De Bernice, idź do Luizy i oświadcz się jej. Jeśli odmówi, oświadcz się ponownie. A jeśli nadal odmówi, to przekaż mi jej odmowę. Jasne? Wtedy już ja coś wymyślę, żeby zmieniła zdanie.
Febre i de Bernice ukłonili się pokornie i wyszli z pokoju.
- Teraz jesteśmy sami, hrabino - powiedział minister - A zatem, czego pani sobie życzy za swoją wierną służbę?
- Mam kilka życzeń - odpowiedziała hrabina - I wolałabym, aby nie dotarły one do uszu osób postronnych.
- Spokojnie, hrabino, nikt się o nich nie dowie. Proszę więc mówić - uspokoił ją Colgen.
- Po pierwsze, kiedy pan już obejmie władzę, chcę zostać księżną z wszelkimi zaszczytami, jakie się z tą godnością wiążą.
- Rzecz bardzo prosta do załatwienia - odpowiedział Colgen - Nie jest to zbyt wygórowane życzenie. Co dalej?
- Po drugie, kapitan Andre Trechevile, mój osobisty wróg i dowódca królewskich muszkieterów... Ma on zostać ścięty, a wszystkie jego ziemie mają zostać przekazane mojej skromnej osobie i podniesione do godności księstwa.
- Następna osoba, która pragnie załatwić swoje prywatne porachunki - odpowiedział minister z lekkim politowaniem w głosie - Zgoda, niech będzie. Coś jeszcze?
- Tak. Po trzecie, chce otrzymać na własność małą wieś Rouchebant, ze wszystkimi przylegającymi do nich terenami - wyrecytowała hrabina de Willer.
- Rouchebant? - zdziwił się Colgen - Zdaje się to tylko mała wioska. A te przylegające do niej tereny to w większości bagna, skały i jaskinie. Na co pani te ziemie?
Hrabina jednak milczała. Miała swoje powody, aby posiadać tę ziemie. Znajdowały się na nich pewne niezwykle drogocenne przedmioty ukryte swego czasu przez bandytów. Jak do tej pory nie odnaleziono ich, gdyż wszystkich, którzy je ukradli, pochwycono i powieszono. Według pogłosek miejscowej ludności skarby wciąż znajdowały się na tym terenie, wystarczy tylko je znaleźć. Hrabina doskonale zdawała sobie z tego sprawę i chciała za wszelką cenę zdobyć te kosztowności. Nie zamierzała jednak mówić o tym swemu pryncypałowi.
- To moja prywatna sprawa, dlaczego chce tej wsi - odpowiedziała dumnie hrabina - Ja się nie interesuję motywami pańskiego postępowania. Proszę więc nie interesować się moimi powodami, dla których zachowuję się tak, a nie inaczej. Bardzo chcę otrzymać nominację na właścicielkę tej wsi. Znajduje się ona na ziemiach, które należą do pana, prawda? Wystarczy więc tylko podpis, a wieś przechodzi pod moją władzę.
- Zgoda - odpowiedział nieco zdziwiony tą odpowiedzią Colgen - Załatwione. Jak tylko dojdę do władzy, dostanie pani to wszystko, o co pani teraz prosi.
- Czemu nie teraz? - zapytała hrabina.
- Pani raczy żartować - powiedział, uśmiechając się złośliwie minister - Jeżeli ja pani dam teraz te nominacje i inne rzeczy, to wówczas jaką ja mam gwarancję, że pani mnie nie zdradzi i zostawi?
- No cóż, prawdę mówiąc żadną - odpowiedziała hrabina de Willer, uśmiechając się tajemniczo - Ma pan rację. Jednak mimo wszystko o jedną nominację proszę natychmiast.
- Nie - powiedział stanowczym tonem Colgen - Powiedziałem już, jak dojdę do władzy. To ma być nagroda za wierność.
- To, co pan teraz wypisze, to będzie tylko i wyłącznie zaliczka. Nic więcej. Zaliczka niezbędna po to, aby mieć gwarancję mojej wierności - zaśmiała się złośliwie Paulina de Willer.
- Gwarancję pani wierności? To znaczy, że teraz jej nie mam?
- Będzie ją pan miał, jeśli pan wypisze to, o co pana teraz proszę. Zaznaczam, że mówię „proszę”, a nie „żądam”. W końcu to duża różnica.
- Jak dla kogo - mruknął złośliwie Colgen, który nie widział w tym żadnej różnicy - W pani wypadku znaczy to jedno i to samo. Ale nieważne, niech tak będzie. Może jednak wypisze ją nieco później, hrabino?
- Później? - zdziwiła się hrabina - A któż mi zaręczy, że później nie będę gnić w Bastylii?
- Słowo honoru ministra - odpowiedział pryncypał kobiety.
- Teraz to pan raczy żartować - powiedziała, uśmiechając się złośliwie Paulina de Willer.
Colgen popatrzył na nią, westchnął głęboko, po czym podszedł bez słowa do stołu, wziął papier, namoczył pióro w kałamarzu i zaczął pisać.
- Jaka to ma być nominacja? - zapytał.
- Nadanie mi ziem we wsi Rouchebant - odpowiedziała hrabina.
Colgen był bardzo zdumiony, ale napisał wszystko co trzeba i złożył swój podpis. Następnie wręczył dokument hrabinie i powiedział:
- Proszę. Ale jak pani sama powiedziała, to jest tylko zaliczka. Całość nagrody odbierze pani po zakończeniu całej sprawy.
- Zgoda. Tyle mi na razie wystarczy - rzekła z uśmiechem hrabina de Willer, dygając przy tym nisko.
Chwilę później do pokoju weszli Febre i de Bernice.
- I co? - zapytał Colgen - Przekonałeś ją?
- Ale gdzie tam! - odpowiedział de Bernice machając załamany ręką - Uparta jak osioł.
- Ma to po swoim ojcu - dodał złośliwym tonem Febre - Mówiłem, że trzeba ją przycisnąć.
- Sam się lepiej przyciśnij, Febre - mruknął de Bernice zły jak osa - Będziesz torturować kobietę?
- Nie pierwszyzna to dla mnie - uśmiechnął się w szatański sposób człowiek w czerni.
- Ale może być ostatnią rzeczą, jaką zrobisz w swoim życiu! - krzyknął na niego hrabia Filip.
- Spokój! - ryknął na nich Colgen - Febre w jednym ma rację. Trzeba ją przycisnąć. I już ja wiem, jak to zrobimy. De Bernice!
- Tak, mój panie? - zapytał hrabia.
- Odwieziesz jutro Luizę do klasztoru w Saint Denis. Niech tam siedzi do czasu, aż zdecyduje się wyjść za ciebie. Musi być pod ścisłym nadzorem. Oprócz ciebie, hrabiny oraz mnie nie będzie jej wolno nikogo widywać. Oczywiście oprócz zakonnic, ale to oczywiste. Damy jej przy tym małe ultimatum: albo ślub z tobą, albo reszta życia spędzona w zakonie na modlitwach i umartwianiu się.
- Rozumiem - odpowiedział de Bernice - Liczę jednak na to, że panna Luiza okaże się rozsądna i przyjmie w końcu moje oświadczyny.
- Ja również na to liczę - powiedział Colgen - Zaś ty, Febre, udasz się pojutrze do Bastylii i wyciągniesz stamtąd tego idiotę Raberica.
- Dlaczego nie jeszcze dzisiaj lub jutro? - zapytał Febre.
- Ten głupiec źle wykonał swoje zadanie - odpowiedział minister złym tonem - Niech więc za karę posiedzi sobie trochę w zimnej celi. Potem go uwolnimy. Może on nam się jeszcze przydać.
- Tak jest - odpowiedział Febre, kłaniając się ministrowi.

1 komentarz:

  1. Wydaje się, że de Bernice naprawdę kocha Luizę, skoro tak jej broni i koniecznie chce ją poślubić. A zatem wszystko się wydało i okazało się, że Colgen wcale nie jest ojcem Luizy, a jej matka nie zmarła przy porodzie, tylko podobnie jak ojciec, została zastrzelona przez ludzi ministra. Nic dziwnego, że tak bardzo go znienawidziła, skoro przez całe życie ją okłamywał i do tego przez niego straciła rodziców i została rozdzielona z bratem. To zapewne Paulina za pomocą hipnozy sprawiła, że Luiza zupełnie zapomniała o swojej prawdziwej rodzinie, stąd też posiadała tylko niejasne przeczucie, że skądś kojarzy Raula, ale w życiu by nie przypuszczała, że okaże się on być jej bratem, bo on również ledwo co ją pamiętał, ale mimo to udało mu się rozpoznać ją po tym charakterystycznym znamieniu na jej szyi, bo zapamiętał, że je posiadała. Raberic z kolei to skończony gamoń i głupiec, dlatego też dziwię się, dlaczego Colgen tak bardzo go potrzebuje, skoro posiada o wiele lepszych ludzi w swojej gwardii, choć żadnemu z nich nie udało się powstrzymać dzielnych i niezawodnych muszkieterów od wypełnienia powierzonej im misji.

    OdpowiedzUsuń

Zakończenie

Epilog - czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy I to by było na tyle, jeśli chodzi o akcję naszej powieści. Inny pisarz zakończyłby na...