Rozdział XII
W którym autor wyjaśnia wreszcie Czytelnikom zaistniałą sytuację
W którym autor wyjaśnia wreszcie Czytelnikom zaistniałą sytuację
Autor niniejszej powieści pragnie przeprosić Szanownych Czytelników za utrzymywanie przed nimi pewnych faktów w tajemnicy, ale niestety było to konieczne. Dzięki temu mogliśmy trzymać was błogiej niepewności, tak niezwykle zresztą lubianej przez miłośników tajemnic. Jeśli niektórych jednak nasze zachowanie zraziło, to przepraszamy za nie bardzo, lecz inne wyjście było niemożliwe. Tylko w ten sposób prowadzona przez nas fabuła przyciągnąć może uwagę naszych Drogich Czytelników i zainteresować ich naprawdę naszym dziełem. Za tego też powodu trzymaliśmy wszystko, co ważne, w głębokiej tajemnicy. Teraz jednak, ponieważ już minął okres ukrywania faktu, że dokument został zniszczony, to umowa o milczeniu nas już nie obowiązuje. Możemy zatem najspokojniej w świecie przejść do tak długo oczekiwanych przez Czytelników wyjaśnień.
A więc cała sytuacja wyglądała następująco:
Hiszpańscy posłowie nie otrzymali dokumentu. Nigdy go nie dostali w swoje ręce. Zamiast nich dokument przechwycili Raul Charmentall i Andre Trechevile, bo to właśnie oni byli tymi Hiszpanami, którzy spotkali się z Febrem i hrabiną de Willer. To właśnie ci dwaj bohaterscy muszkieterowie odebrali od nich dokument. Z tego właśnie powodu, że to byli oni, hrabinie wydawało się, iż zna ludzi, którzy przybyli dokonać transakcji. Ponieważ było ciemno, nie rozpoznała ich twarzy, lecz głosy owych panów wydawały się jej niezwykle znajome, jednak nie zdołała sobie przypomnieć, skąd je może znać.
Teraz na pewno Drodzy Czytelnicy zapytają, skąd nasi bohaterowie wzięli stroje hiszpańskich posłów i pieniądze na kupno tego dokumentu? Odpowiedź na to pytanie jest wszak niezwykle prosta. Otóż zabrali je oni Hiszpanom: ambasadorowi i jego sekretarzowi. Odnalezienie ich było łatwiejsze niżby się mogło wydawać. Ludzie nie mówiący zbyt dobrze po francusku, na francuskiej prowincji wyróżniali się bardzo mocno. Do tego ich zagraniczne stroje i bogato odziana służba to były szczegóły od razu rzucające się w oczy nawet najbardziej tępemu chłopu.
Raul Charmentall i Andre Trechevile bez problemów zatem znaleźli hiszpańskiego ambasadora oraz jego sekretarza. Pokonanie ich, związanie, odebranie strojów oraz pieniędzy było już nieco trudniejsze, gdyż Hiszpanie byli bardzo biegli we władania bronią białą. Na szczęście muszkieterowie okazali się od nich lepsi i sprytniejsi, więc samo przebranie się w kostiumy i ucharakteryzowanie się na Hiszpanów nie stanowiło większych trudności. Ambasador hiszpański był starszy, natomiast ten drugi (jego sekretarz) miał o wiele mniej lat od niego. Przedstawienie więc było tym łatwiejsze do zrealizowania.
Najtrudniejszą jednak częścią ich planu było odebranie wrogom owego feralnego dokumentu. Przecież nadal istniało ogromne ryzyko, że podczas transakcji Febre i hrabina de Willer od razu ich rozpoznają. Ale i na to Trechevile znalazł dobre rozwiązanie. Napisał list, w którym poprosił, by transakcja miała miejsce w nocy oraz niedaleko lasu. Miał nadzieję, że ich wrogowie dadzą się nabrać i w ciemności nie rozpoznają twarzy dwójki muszkieterów. Na szczęście jego oczekiwania okazały się być prawidłowe. Maskarada dwójki szlachetnych patriotów się powiodła. Jedynie hrabina miała pewne wątpliwości co do tożsamości rzekomych Hiszpanów z powodu ich głosów, jednak na szczęście to nie zniweczyło całego misternie szykowanego planu. Wszystko się udało.
Jedyne ryzyko stanowił prawdziwy dokument, który nadal był w rękach fałszerza. Co prawda, nie miał on pieczęci i podpisu, ale zawsze można było je podrobić jeszcze raz. Na szczęście okazało się, że Trechevile zna bardzo dobrze tego fałszerza i wystarczyło do niego pojechać, po czym za sporą sumę pieniędzy wykupić, a potem zniszczyć oryginał. Tak więc wszystko zostało już załatwione.
Kiedy więc cała transakcja się już dokonała, nasi bohaterowie uwolnili Hiszpanów, po czym nakazali im, pod groźbą utraty życia, wracać do swego kraju i nie mówić nikomu o tym, co się wydarzyło. Hiszpanom najwyraźniej zależało na swoich głowach, ponieważ kiwnęli nimi potakująco i odjechali. Natomiast Raul z Trechevilem, zniszczywszy kopię i oryginał owego feralnego dokumentu, postanowili odpocząć trochę, po czym pojechać po Francois i Fryderyka. Tej samej więc nocy, w której transakcja została dokonana, obaj panowie siedzieli patrząc w ogień płonący w kominku.
- To było naprawdę wspaniałe przedstawienie, nie sądzisz, stryjku? - zapytał Raul.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego delikatnie.
- To prawda. Najlepsza komedia, w jakiej miałem okazję brać udział. Molier, gdyby jeszcze żył, to nie napisałby lepszej.
Choć obaj mieli wyraźne powody do radości Raul zauważył coś bardzo go niepokojącego na twarzy swojego przyjaciela. Jakiś dziwny smutek i przygnębienie.
- Stryjku Andre, co się z tobą dzieje? - zapytał z troską w głosie.
- Nic - odpowiedział Trechevile wymijająco.
Nie miał najmniejszej ochoty na rozmowę na temat, jednakże Raul nie zamierzał wcale ustąpić. Musiał wiedzieć, co wywołało taki smutek w jego opiekunie.
- Nie oszukasz mnie, stryjku. Ja bardzo dobrze widzę, że tobie coś jest. Ale nie wiem, co. Może mi to łaskawie powiesz? - dopytywał się Raul nie chcąc odpuścić.
- A po co mam ci o tym mówić? Co ci niby przyjdzie z tych wieści? - zapytał nieco zaczepnie kapitan muszkieterów.
- Po prostu chcę wiedzieć, dlaczego mimo udanej akcji nadal jesteś przygnębiony - odpowiedział szczerze Charmentall.
- No dobrze. Powiem ci to, ale obiecaj, że to, czego się teraz dowiesz, zachowasz dla siebie - powiedział Trechevile głęboko wzdychając.
- Obiecuję.
Kapitan królewskich muszkieterów przysunął się do niego i szepnął groźnym tonem:
- Obiecaj, że nikt nigdy się o tym od ciebie nie dowie. Nawet Francois i Fryderyk. Rozumiesz mnie?
- Słowo oficera muszkieterów - zaklął się Raul.
- Wobec tego słuchaj uważnie, mój drogi chłopcze - zaczął Trechevile konspiracyjnym tonem - Pamiętasz, jak opowiadałem wam historię mojej nieszczęśliwej miłości?
- Pamiętam - powiedział młodzieniec - Pamiętam i to bardzo dobrze. Ale co to ma do rzeczy?
- Widzisz... Powiedziałem wam wtedy, że ta kobieta zginęła.
- Tak, to prawda. Tak właśnie nam powiedziałeś.
Trechevile zarumienił się na całej twarzy, zanim przeszedł do dalszej części swojej opowieści. Wyraźnie wahał się przed powiedzeniem swemu wychowankowi tego, o co ten go właśnie wypytywał. Czuł jednak, że nie może dłużej w sobie dusić tego sekretu. Potrzeba podzielenia się z kimś tą okropną tajemnicą była zdecydowanie silniejsza od wstydu, jaki czuł kapitan królewskich muszkieterów w związku z nią. Dlatego też ostatecznie postanowił opowiedzieć swemu wychowankowi, jaka wygląda prawda.
- No więc... W sprawie tej kobiety, to ja was... Ja… Okłamałem was.
- Okłamałeś? - zdziwił się Raul.
Czego jak czego, ale tego w żaden sposób się nie spodziewał. Jego dowódca, jego przyjaciel, jego opiekun miałby go okłamywać? To tak samo, jakby nagle w grudniu Kościół odwołał Boże Narodzenie. Nie, to jest chyba niemożliwe! Chociaż… Jeśli stryj Andre go okłamał, to musiał mieć ku temu jakiś ważny powód. Raul chciał ten powód za wszelką cenę poznać.
- Tak, okłamałem wam - mówił dalej Trechevile - Ta kobieta wcale nie została ścięta.
Raul spojrzał na niego zdumiony. Wciąż to był dla niego prawdziwy szok. Wszystkiego się spodziewał po swoim opiekunie i dowódcy, ale nie tego, że byłby on w stanie go okłamać.
- Jak to? - zapytał zdumiony - Skoro nie została ścięta, to co się z nią stało?
Trechevile popatrzył na niego smutnym wzrokiem, po czym wziął głęboki wdech i zaczął mówić:
- Miała być ścięta, ale nie dopuściłem do tego. Wstawiłem się za nią u sędziego.
- Wstawiłem się za nią? - zdziwił się Raul.
- Wstawiłem, albo jak wolisz przekupiłem. A raczej jedno i drugie.
- Rozumiem... Mów dalej.
- Przekupiłem tego sędziego, dzięki czemu złagodził on swój wyrok. Śmierć poprzez ścięcie mieczem zastąpiono chłostą, wypaleniem czarnej lilii na ramieniu i wygnaniem. Po tym wydarzeniu wszelki słuch po niej zaginął. Starałem się więcej o niej nie myśleć. Sądziłem nawet, że ta kobieta zmarła, lecz na własne nieszczęście pomyliłem się w tej kwestii. Pomyliłem się bardziej niż myślałem. Ona wciąż żyje. Mimo pewnych początkowych wątpliwości teraz już wiem to na pewno. Ona nadal żyje. Powiem więcej. Nawet przebywa blisko nas.
- Blisko nas? - zdziwił się Raul.
Trechevile pokiwał poważnie głową.
- Owszem, to prawda. Nawet bardzo dobrze ją znasz.
- Ja ją znam?
Raul nie mógł wyjść ze zdumienia. On miałby znać osobiście kobietę, która skrzywdziła jego serdecznego opiekuna i dowódcę? Nie! To przecież niemożliwe. Chociaż… Skoro możliwe jest to, że stryjek Andre go okłamał, to przecież wydaje się również bardzo prawdopodobne, iż on sam, Raul Charmentall, może znać kobietę, która odebrała szczęście jego opiekunowi. Tak, to było możliwe. Mógł ją ja najbardziej znać, nawet nie mając o tym bladego pojęcia.
- Owszem i myślę, że znasz ją bardzo dobrze, Raulu. To guwernantka ukochanej twego przyjaciela.
Raul był w szoku, kiedy usłyszał słowa swego opiekuna i dowódcy.
- Guwernantka Luizy? Ale przecież to...
- Tak, właśnie o niej mówię. To hrabina Paulina de Willer.
- Paulina de Willer?! - zdumiał się Raul.
Sądził, że prócz faktu, iż Trechevile go okłamał, to nic nie jest w stanie go bardziej zdumieć. Okazało się, że coś jednak posiada taką właśnie moc. Wieść, że kobietą, która zniszczyła psychicznie jego mentora, opiekuna i wiernego przyjaciela jest tą samą kobietą, która od jakiegoś czasu jest ich wrogiem. Hrabina Paulina de Willer. Osobiście spodziewał się on po tej występnej kobiecie wszelkich niegodziwości, lecz jednak tego to nie. To już raczej przekraczało jego wszelkie, nawet najśmielsze wyobrażenia, jakie stworzył w swojej głowie na temat tej pani. Wieść ta kompletnie go więc zaskoczyła.
Trechevile pokiwał smutno głową i ciągnął dalej swoją opowieść.
- Tak, Paulina de Willer. Ona sama. To właśnie moja dawna ukochana. Moja niedoszła żona. Oczywiście teraz nosi inne nazwisko niż wtedy, gdy ją poznałem. Ale swoje imię najwidoczniej lubi, skoro je zachowała. Moja kochana Paulina. Miałem ją poślubić, miała zostać moją żoną. A ona co zrobiła? Nie tylko, że nie dotrzymała danego słowa i wyszła za mego brata, ale go zabiła i podstępnie chciała mnie i moją siostrę wyzuć z majątku. Wcześniej doprowadziła również do śmierci dwóch zakochanych w niej szlachciców. Zrobiła tyle złego! A pomimo to ja nadal… Ja nadal...
Nie potrafił tego powiedzieć na głos. Na szczęście jego wychowanek w mig domyślił się, o co mu chodzi.
- Nadal ją kochasz? - dokończył za niego Raul.
- Tak, mój chłopcze. Nienawidzę ją, a zarazem kocham - powiedział kapitan królewskich muszkieterów, po czym zakrył sobie twarz dłońmi, aby jego nie widział łez, które zaczęły powoli cieknąć mi z oczu.
Raul patrzył na niego ze współczuciem. Pierwszy raz widział, żeby wielki Andre Trechevile płakał. Różne rzeczy się zdarzały, różne tragiczne sytuacje, ale mimo to kapitan muszkieterów zawsze zachowywał stoicki spokój. Teraz wszak ten człowiek płakał jak bóbr. Raul nie czuł jednak do niego pogardy, raczej ogromne współczucie. Uważał, że nawet mężczyzna może czasem płakać, gdy jakaś sytuacja go przerośnie.
- Rozumiesz teraz, że kiedy zobaczyłem ją dzisiaj, po wielu latach, od razu ją poznałem - mówił Trechevile - Poczułem ogromny wstrząs. Mam wrażenie, że ona mnie też poznała.
- Miejmy nadzieję, że nie - powiedział Charmentall.
- Że nie co?
- Że cię nie poznała. To może nam popsuć nasze plany.
- Jakie plany? Dokument zniszczony, zarówno kopia, jak i oryginał. Nie ma się czego obawiać. Francja jest bezpieczna. Wojna nie wybuchnie.
- Więc czym się martwisz? - zdziwił się Raul.
- Tym, że kiedy następnym razem się spotkamy, to moja miłość do niej może zwyciężyć rozum.
Nalał sobie szklankę wina i wypił ją duszkiem.
- A jeśli stanie się tak, jak mówisz? - zapytał z trwogą młodzieniec - Jeśli serce zwycięży rozum. To co wtedy?
Trechevile dopił wina do końca, popatrzył na niego i powiedział:
- Wtedy wszyscy będziemy mieli bardzo poważne kłopoty, mój drogi wychowanku. Bardzo poważne kłopoty.
To mówiąc ponownie nalał sobie wina do szklanki, po czym wypił je jednym duszkiem.
A więc cała sytuacja wyglądała następująco:
Hiszpańscy posłowie nie otrzymali dokumentu. Nigdy go nie dostali w swoje ręce. Zamiast nich dokument przechwycili Raul Charmentall i Andre Trechevile, bo to właśnie oni byli tymi Hiszpanami, którzy spotkali się z Febrem i hrabiną de Willer. To właśnie ci dwaj bohaterscy muszkieterowie odebrali od nich dokument. Z tego właśnie powodu, że to byli oni, hrabinie wydawało się, iż zna ludzi, którzy przybyli dokonać transakcji. Ponieważ było ciemno, nie rozpoznała ich twarzy, lecz głosy owych panów wydawały się jej niezwykle znajome, jednak nie zdołała sobie przypomnieć, skąd je może znać.
Teraz na pewno Drodzy Czytelnicy zapytają, skąd nasi bohaterowie wzięli stroje hiszpańskich posłów i pieniądze na kupno tego dokumentu? Odpowiedź na to pytanie jest wszak niezwykle prosta. Otóż zabrali je oni Hiszpanom: ambasadorowi i jego sekretarzowi. Odnalezienie ich było łatwiejsze niżby się mogło wydawać. Ludzie nie mówiący zbyt dobrze po francusku, na francuskiej prowincji wyróżniali się bardzo mocno. Do tego ich zagraniczne stroje i bogato odziana służba to były szczegóły od razu rzucające się w oczy nawet najbardziej tępemu chłopu.
Raul Charmentall i Andre Trechevile bez problemów zatem znaleźli hiszpańskiego ambasadora oraz jego sekretarza. Pokonanie ich, związanie, odebranie strojów oraz pieniędzy było już nieco trudniejsze, gdyż Hiszpanie byli bardzo biegli we władania bronią białą. Na szczęście muszkieterowie okazali się od nich lepsi i sprytniejsi, więc samo przebranie się w kostiumy i ucharakteryzowanie się na Hiszpanów nie stanowiło większych trudności. Ambasador hiszpański był starszy, natomiast ten drugi (jego sekretarz) miał o wiele mniej lat od niego. Przedstawienie więc było tym łatwiejsze do zrealizowania.
Najtrudniejszą jednak częścią ich planu było odebranie wrogom owego feralnego dokumentu. Przecież nadal istniało ogromne ryzyko, że podczas transakcji Febre i hrabina de Willer od razu ich rozpoznają. Ale i na to Trechevile znalazł dobre rozwiązanie. Napisał list, w którym poprosił, by transakcja miała miejsce w nocy oraz niedaleko lasu. Miał nadzieję, że ich wrogowie dadzą się nabrać i w ciemności nie rozpoznają twarzy dwójki muszkieterów. Na szczęście jego oczekiwania okazały się być prawidłowe. Maskarada dwójki szlachetnych patriotów się powiodła. Jedynie hrabina miała pewne wątpliwości co do tożsamości rzekomych Hiszpanów z powodu ich głosów, jednak na szczęście to nie zniweczyło całego misternie szykowanego planu. Wszystko się udało.
Jedyne ryzyko stanowił prawdziwy dokument, który nadal był w rękach fałszerza. Co prawda, nie miał on pieczęci i podpisu, ale zawsze można było je podrobić jeszcze raz. Na szczęście okazało się, że Trechevile zna bardzo dobrze tego fałszerza i wystarczyło do niego pojechać, po czym za sporą sumę pieniędzy wykupić, a potem zniszczyć oryginał. Tak więc wszystko zostało już załatwione.
Kiedy więc cała transakcja się już dokonała, nasi bohaterowie uwolnili Hiszpanów, po czym nakazali im, pod groźbą utraty życia, wracać do swego kraju i nie mówić nikomu o tym, co się wydarzyło. Hiszpanom najwyraźniej zależało na swoich głowach, ponieważ kiwnęli nimi potakująco i odjechali. Natomiast Raul z Trechevilem, zniszczywszy kopię i oryginał owego feralnego dokumentu, postanowili odpocząć trochę, po czym pojechać po Francois i Fryderyka. Tej samej więc nocy, w której transakcja została dokonana, obaj panowie siedzieli patrząc w ogień płonący w kominku.
- To było naprawdę wspaniałe przedstawienie, nie sądzisz, stryjku? - zapytał Raul.
Mężczyzna uśmiechnął się do niego delikatnie.
- To prawda. Najlepsza komedia, w jakiej miałem okazję brać udział. Molier, gdyby jeszcze żył, to nie napisałby lepszej.
Choć obaj mieli wyraźne powody do radości Raul zauważył coś bardzo go niepokojącego na twarzy swojego przyjaciela. Jakiś dziwny smutek i przygnębienie.
- Stryjku Andre, co się z tobą dzieje? - zapytał z troską w głosie.
- Nic - odpowiedział Trechevile wymijająco.
Nie miał najmniejszej ochoty na rozmowę na temat, jednakże Raul nie zamierzał wcale ustąpić. Musiał wiedzieć, co wywołało taki smutek w jego opiekunie.
- Nie oszukasz mnie, stryjku. Ja bardzo dobrze widzę, że tobie coś jest. Ale nie wiem, co. Może mi to łaskawie powiesz? - dopytywał się Raul nie chcąc odpuścić.
- A po co mam ci o tym mówić? Co ci niby przyjdzie z tych wieści? - zapytał nieco zaczepnie kapitan muszkieterów.
- Po prostu chcę wiedzieć, dlaczego mimo udanej akcji nadal jesteś przygnębiony - odpowiedział szczerze Charmentall.
- No dobrze. Powiem ci to, ale obiecaj, że to, czego się teraz dowiesz, zachowasz dla siebie - powiedział Trechevile głęboko wzdychając.
- Obiecuję.
Kapitan królewskich muszkieterów przysunął się do niego i szepnął groźnym tonem:
- Obiecaj, że nikt nigdy się o tym od ciebie nie dowie. Nawet Francois i Fryderyk. Rozumiesz mnie?
- Słowo oficera muszkieterów - zaklął się Raul.
- Wobec tego słuchaj uważnie, mój drogi chłopcze - zaczął Trechevile konspiracyjnym tonem - Pamiętasz, jak opowiadałem wam historię mojej nieszczęśliwej miłości?
- Pamiętam - powiedział młodzieniec - Pamiętam i to bardzo dobrze. Ale co to ma do rzeczy?
- Widzisz... Powiedziałem wam wtedy, że ta kobieta zginęła.
- Tak, to prawda. Tak właśnie nam powiedziałeś.
Trechevile zarumienił się na całej twarzy, zanim przeszedł do dalszej części swojej opowieści. Wyraźnie wahał się przed powiedzeniem swemu wychowankowi tego, o co ten go właśnie wypytywał. Czuł jednak, że nie może dłużej w sobie dusić tego sekretu. Potrzeba podzielenia się z kimś tą okropną tajemnicą była zdecydowanie silniejsza od wstydu, jaki czuł kapitan królewskich muszkieterów w związku z nią. Dlatego też ostatecznie postanowił opowiedzieć swemu wychowankowi, jaka wygląda prawda.
- No więc... W sprawie tej kobiety, to ja was... Ja… Okłamałem was.
- Okłamałeś? - zdziwił się Raul.
Czego jak czego, ale tego w żaden sposób się nie spodziewał. Jego dowódca, jego przyjaciel, jego opiekun miałby go okłamywać? To tak samo, jakby nagle w grudniu Kościół odwołał Boże Narodzenie. Nie, to jest chyba niemożliwe! Chociaż… Jeśli stryj Andre go okłamał, to musiał mieć ku temu jakiś ważny powód. Raul chciał ten powód za wszelką cenę poznać.
- Tak, okłamałem wam - mówił dalej Trechevile - Ta kobieta wcale nie została ścięta.
Raul spojrzał na niego zdumiony. Wciąż to był dla niego prawdziwy szok. Wszystkiego się spodziewał po swoim opiekunie i dowódcy, ale nie tego, że byłby on w stanie go okłamać.
- Jak to? - zapytał zdumiony - Skoro nie została ścięta, to co się z nią stało?
Trechevile popatrzył na niego smutnym wzrokiem, po czym wziął głęboki wdech i zaczął mówić:
- Miała być ścięta, ale nie dopuściłem do tego. Wstawiłem się za nią u sędziego.
- Wstawiłem się za nią? - zdziwił się Raul.
- Wstawiłem, albo jak wolisz przekupiłem. A raczej jedno i drugie.
- Rozumiem... Mów dalej.
- Przekupiłem tego sędziego, dzięki czemu złagodził on swój wyrok. Śmierć poprzez ścięcie mieczem zastąpiono chłostą, wypaleniem czarnej lilii na ramieniu i wygnaniem. Po tym wydarzeniu wszelki słuch po niej zaginął. Starałem się więcej o niej nie myśleć. Sądziłem nawet, że ta kobieta zmarła, lecz na własne nieszczęście pomyliłem się w tej kwestii. Pomyliłem się bardziej niż myślałem. Ona wciąż żyje. Mimo pewnych początkowych wątpliwości teraz już wiem to na pewno. Ona nadal żyje. Powiem więcej. Nawet przebywa blisko nas.
- Blisko nas? - zdziwił się Raul.
Trechevile pokiwał poważnie głową.
- Owszem, to prawda. Nawet bardzo dobrze ją znasz.
- Ja ją znam?
Raul nie mógł wyjść ze zdumienia. On miałby znać osobiście kobietę, która skrzywdziła jego serdecznego opiekuna i dowódcę? Nie! To przecież niemożliwe. Chociaż… Skoro możliwe jest to, że stryjek Andre go okłamał, to przecież wydaje się również bardzo prawdopodobne, iż on sam, Raul Charmentall, może znać kobietę, która odebrała szczęście jego opiekunowi. Tak, to było możliwe. Mógł ją ja najbardziej znać, nawet nie mając o tym bladego pojęcia.
- Owszem i myślę, że znasz ją bardzo dobrze, Raulu. To guwernantka ukochanej twego przyjaciela.
Raul był w szoku, kiedy usłyszał słowa swego opiekuna i dowódcy.
- Guwernantka Luizy? Ale przecież to...
- Tak, właśnie o niej mówię. To hrabina Paulina de Willer.
- Paulina de Willer?! - zdumiał się Raul.
Sądził, że prócz faktu, iż Trechevile go okłamał, to nic nie jest w stanie go bardziej zdumieć. Okazało się, że coś jednak posiada taką właśnie moc. Wieść, że kobietą, która zniszczyła psychicznie jego mentora, opiekuna i wiernego przyjaciela jest tą samą kobietą, która od jakiegoś czasu jest ich wrogiem. Hrabina Paulina de Willer. Osobiście spodziewał się on po tej występnej kobiecie wszelkich niegodziwości, lecz jednak tego to nie. To już raczej przekraczało jego wszelkie, nawet najśmielsze wyobrażenia, jakie stworzył w swojej głowie na temat tej pani. Wieść ta kompletnie go więc zaskoczyła.
Trechevile pokiwał smutno głową i ciągnął dalej swoją opowieść.
- Tak, Paulina de Willer. Ona sama. To właśnie moja dawna ukochana. Moja niedoszła żona. Oczywiście teraz nosi inne nazwisko niż wtedy, gdy ją poznałem. Ale swoje imię najwidoczniej lubi, skoro je zachowała. Moja kochana Paulina. Miałem ją poślubić, miała zostać moją żoną. A ona co zrobiła? Nie tylko, że nie dotrzymała danego słowa i wyszła za mego brata, ale go zabiła i podstępnie chciała mnie i moją siostrę wyzuć z majątku. Wcześniej doprowadziła również do śmierci dwóch zakochanych w niej szlachciców. Zrobiła tyle złego! A pomimo to ja nadal… Ja nadal...
Nie potrafił tego powiedzieć na głos. Na szczęście jego wychowanek w mig domyślił się, o co mu chodzi.
- Nadal ją kochasz? - dokończył za niego Raul.
- Tak, mój chłopcze. Nienawidzę ją, a zarazem kocham - powiedział kapitan królewskich muszkieterów, po czym zakrył sobie twarz dłońmi, aby jego nie widział łez, które zaczęły powoli cieknąć mi z oczu.
Raul patrzył na niego ze współczuciem. Pierwszy raz widział, żeby wielki Andre Trechevile płakał. Różne rzeczy się zdarzały, różne tragiczne sytuacje, ale mimo to kapitan muszkieterów zawsze zachowywał stoicki spokój. Teraz wszak ten człowiek płakał jak bóbr. Raul nie czuł jednak do niego pogardy, raczej ogromne współczucie. Uważał, że nawet mężczyzna może czasem płakać, gdy jakaś sytuacja go przerośnie.
- Rozumiesz teraz, że kiedy zobaczyłem ją dzisiaj, po wielu latach, od razu ją poznałem - mówił Trechevile - Poczułem ogromny wstrząs. Mam wrażenie, że ona mnie też poznała.
- Miejmy nadzieję, że nie - powiedział Charmentall.
- Że nie co?
- Że cię nie poznała. To może nam popsuć nasze plany.
- Jakie plany? Dokument zniszczony, zarówno kopia, jak i oryginał. Nie ma się czego obawiać. Francja jest bezpieczna. Wojna nie wybuchnie.
- Więc czym się martwisz? - zdziwił się Raul.
- Tym, że kiedy następnym razem się spotkamy, to moja miłość do niej może zwyciężyć rozum.
Nalał sobie szklankę wina i wypił ją duszkiem.
- A jeśli stanie się tak, jak mówisz? - zapytał z trwogą młodzieniec - Jeśli serce zwycięży rozum. To co wtedy?
Trechevile dopił wina do końca, popatrzył na niego i powiedział:
- Wtedy wszyscy będziemy mieli bardzo poważne kłopoty, mój drogi wychowanku. Bardzo poważne kłopoty.
To mówiąc ponownie nalał sobie wina do szklanki, po czym wypił je jednym duszkiem.
No, ja tam bardzo lubię takie powieści, w których wiele rzeczy wyjaśnia się dopiero potem, a nie tak od razu i bardzo mi się podoba iście Dumasowski styl Autora, polegający na bezpośrednim zwracaniu się do czytelników w liczbie mnogiej. A zatem Trechevile rzeczywiście nie dopuścił do śmierci Pauliny, wstawiając się za nią przez przekupienie sędziego, a wszystko dlatego, że mimo wszystko nadal ją kochał. Przypadek chciał, że po latach znowu się spotkali i okazało się, że jego miłość do niej wcale nie przeminęła, że uczucie jakim obdarzył ją przed laty nadal nie wygasło do tego stopnia, iż obawia się, że przez to może uczynić coś niewiarygodnie głupiego.
OdpowiedzUsuń