Rozdział XXV
Wyjaśnienia
Wyjaśnienia
Po bitwie o zamek Le Vieux Diable król i królowa wraz z dworzanami, eskortowani przez swoich wiernych muszkieterów powrócili do Wersalu. Tam zaś wciąż przebywała resztka wiernych Colgenowi oddziałów, których bardzo zadziwił powrót Ich Królewskich Mości. Oczywiście nie mieli oni bladego pojęcia o tym, że ich przywódca nie żyje, kiedy więc kapitan Andre Trechevile oświadczył im, iż minister Colgen zginął, a oni sami nie mają już komu służyć, żołdaków ogarnęła panika. Zrozumieli, że za to, co zrobili nie mogą liczyć na jakikolwiek akt łaski, dlatego też poddali się bez walki. Zostali za to potraktowani bardzo łaskawie, król bowiem przebaczył winy każdemu z nich. Wszystkich pozostałych przy życiu gwardzistów Colgena skazano jedynie na więzienie, oszczędzając im w ten sposób śmierci na placu de Greve lub zesłania na galery.
Co zaś do naszych muszkieterów, to ci udali się zmęczeni całą akcją ratunkową oraz wydarzeniami mającymi miejsce bezpośrednio po powrocie króla i królowej z niewoli (a w których to musieli brać czynny udział) do swych pokoi w oberży „Pod Złamaną Szpadą”. Mieli się jednak wstawić następnego dnia przed obliczem Ich Królewskich Mości, ażeby odebrać nagrody stosowne do ich zasług.
Trechevile i Francois poszli do siebie, natomiast Raul i Fryderyk udali się do pokoju Charmentalla. Chcieli oni ze sobą porozmawiać w cztery oczy bez obecności osób postronnych. Weszli zatem oboje do środka, po czym porucznik muszkieterów zamknął za nimi drzwi.
- Tu możemy porozmawiać spokojnie i bez świadków - powiedział.
- To dobrze - odpowiedział mu Fryderyk i zdjął kapelusz z głowy, a następnie rzucił go niedbale na stół.
- Więc co masz mi do powiedzenia? - zapytał Charmentall, patrząc na swego kompana.
- To raczej ty mi powiedz, co masz mi do powiedzenia. To przecież był twój pomysł, żeby się rozmówić.
Fryderyk mówiąc to, patrzył uważnie w oczy swego rozmówcy bardzo ciekawy tego, co zaraz usłyszy.
- No cóż... Po prostu pragnąłbym się dowiedzieć paru niezmiernie istotnych dla mnie faktów - rzekł po chwili Charmentall.
- Dziwnym zbiegiem okoliczności ja też chce się dowiedzieć od ciebie kilku bardzo istotnych dla mnie faktów - odpowiedział mu de Saudier.
- Więc to nie przypadek, ale los. Przeznaczenie - zaśmiał się Raul.
- O ile oczywiście coś takiego w ogóle istnieje - zakpiła sobie złym tonem Francesca.
Drodzy Czytelnicy zapewne pomyślą, że popełniliśmy błąd używając imienia Francesca, ale możemy ich zapewnić, iż o żadnym błędzie nie może być tu w ogóle mowy. Pan Fryderyk de Saudier to w rzeczywistości panna Francesca de Villervie. Była ona cały czas przy swoim ukochanym, tyle tylko, że w męskim przebraniu. Ale dlaczego i w jakich okolicznościach do tego doszło, zaraz się o tym dowiemy.
- Więc może mi łaskawie wyjaśnisz, czemu udawałaś mężczyznę? - zapytał Raul.
- Czemu nie? Mogę ci to wyjaśnić - odpowiedziała drażliwym tonem Francesca - Jeśli obiecasz, że potem ty mi łaskawie objaśnisz, dlaczego, skoro mnie od razu poznałeś, nie odkryłeś tego przede mną i pozwalałeś mi się poniżać?
- Poniżać? Ja nie nazwałbym tego poniżaniem się, moja kochana - zaśmiał się Raul - To był raczej prawdziwy kunszt aktorski.
- To twoja wersja wydarzeń, czyli krótko mówiąc punkt widzenia - mruknęła Francesca krzyżując ręce na piersi - A jak mawiała mojej świętej pamięci matka, takie coś nic nie znaczy.
- Czyżby? - Charmentall stworzył na swej twarzy złośliwy uśmieszek - I co jeszcze zwykła mawiać twoja mamusia?
- Mianowicie to, że są trzy rodzaje prawdy: prawda dziecka, prawda kobiety i prawda mężczyzny. A to znaczy: cała prawda, tylko prawda i nic nie warta prawda.
- Uhmm… A zatem mam rozumieć, że twoja mamusia była wrogiem całego męskiego rodu?
- Można by to tak określić.
- Aha. Rozumiem. No to pogratulować ci otrzymanego wychowania. Tylko pozazdrościć.
To mówiąc Raul zaczął przechadzać się po pokoju.
- A nie uważasz, że to trochę niesprawiedliwe tak potępiać mężczyzn i zwalać na nich wszystkich winy całego świata oraz zachowywać się wobec nich tak, jakby byli oni sprawcami wszystkiego, co na tym świecie złe? - zapytał zatrzymując się przy jednym z krzeseł.
- Czyż nie są? - odpowiedziała mu pytaniem na pytanie Francesca.
- O ile mi wiadomo, moja droga, to nie Adam zerwał jabłko z drzewa dobra i zła, ale jego żoneczka Ewa. Według mnie to przez nią ludzie utracili raj. Co powiesz na taki argument?
- Biblię pisali mężczyźni z korzyścią dla siebie.
- Oczywiście.
Raul uśmiechnął się złośliwie, co wywołało złość u Francesci, która chwilę później powiedziała:
- Wiesz, co ci powiem? Jesteś jak moja ciotka Helena. Ona też uważa, że mężczyźni są i dobrzy i źli. Uważa również, iż nie możemy wszystkich win zwalać na nich. Idealnie się ze sobą zgadzacie. Możecie sobie podać ręce na znak przyjaźni i zgody.
- Serio? No to koniecznie muszę to zrobić, kiedy tylko uda mi się z nią spotkać. Ale przecież, przeżywszy tyle przygód ze mną, przyznasz chyba, że są i dobrzy mężczyźni?
- Dobrzy? A niby którzy? Może Trechevile, który na każdym kroku kpi sobie z kobiet?
- A choćby i on.
Francesca wzięła głęboki oddech i powiedziała spokojnie:
- Masz rację. On jest porządnym człowiekiem, pomimo tego, że szydzi sobie z kobiet. Ale on ma ku temu powody i można mu to wybaczyć.
- Wybaczyć? Powody? - Raul bezlitośnie kpił sobie z jej słów - Nie wiedziałem, że jakiemukolwiek mężczyźnie można wybaczyć tak podłe świętokradztwo, jak obrażenie płci pięknej, mój ty słodki kwiatuszku.
Francesca spojrzała na niego ze złością w oczach, ale powstrzymała się od komentarza.
- No i jest jeszcze ten twój przyjaciel, Francois. On też jest porządnym człowiekiem, choć lekko nerwowym.
- Nerwowym? I kto to mówi, Pani Rozbij W Złości Wazon?
Francesca chwyciła za rękojeść szpady, jaką miała u swego boku (cały czas bowiem była w mundurze muszkietera), wysunęła lekko jej ostrze, ale opanowała się szybko i wsunęła je z powrotem do pochwy. Ochłonąwszy dziewczyna postanowiła kontynuować rozmowę.
- Odchodzimy od tematu. Pozwolisz, że wrócimy do niego?
- Ależ naturalnie. Ja również niczego innego bardziej teraz nie pragnę - odpowiedział jej Raul.
Francesca więc usiadła spokojnie na krześle i dała znak ukochanemu, aby zrobił to samo.
- Jak już wiesz, udawałam przed wami muszkietera - zaczęła swoją opowieść panna Francesca.
- Tak, to prawda. A można wiedzieć, po co to robiłaś?
- Bo chciałam być bliżej ciebie.
- Mogłaś to osiągnąć, gdybyś mi powiedziała, że mnie nadal kochasz. A właśnie, czemu raczyłaś znów nawiązać ze mną kontakt? Czy to prawda, że twój wybranek nie okazał się taki wierny, jak myślałaś?
Francesca zacisnęła zęby z wściekłości, ale musiała potwierdzić, że to prawda.
- Wiedziałem. Najpierw pan muszkieter był zbyt biedny w porównaniu z wielkim panem, a teraz jest znowu bardzo kochany i bardzo szlachetny. Tak szlachetny, że z pewnością przyjmie on ukochaną, którą oszukał wielki pan. A skąd wiesz, że ja tak właśnie postąpię?
Francesca obserwowała go uważnie, gdy to mówił.
- Dlatego, że mnie kochasz - odpowiedziała cichym głosem.
- Tak sądzisz? - prychnął Raul - A co ci każe wysuwać takie wnioski?
- Rozpoznałeś mnie w męskim stroju. I to rozpoznałeś, jeśli oczywiście mogę ci wierzyć, już pierwszego dnia mojej służby.
- I sądzisz, że to jest dowód miłości?
- Właśnie tak sądzę.
Raul spuścił głowę w dół. Milczał przez chwilę, po czym rzekł:
- Masz rację. Masz rację co do mojej miłości do ciebie.
- Chyba jednak nie mam - powiedziała smutnym tonem Francesca.
- Jak to?
- Gdybyś mnie kochał, powiedziałbyś mi od razu, że mnie rozpoznałeś. Nie kpiłbyś sobie ze mnie, udając niewiedzę. I nie umizgiwałbyś się do tej całej Luizy. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale ona kocha Francois. Choć do ciebie, jak zauważyłam, też ma dużo sympatii.
- Owszem, zauważyłem to. Luiza bardzo często okazywała mi swoją sympatię.
Raul uśmiechał się złośliwie napawając się jej tłumioną wściekłością.
- Tak, aż nader często to robi - zakpiła sobie z niego Francesca - A ty, rzecz jasna, tę sympatię odwzajemniasz?
- Owszem, odwzajemniam.
- Czy kokietowanie Luizy i udawanie, że ją kochasz, miało może na celu zakpienie sobie ze mnie?
- Możliwe.
Francesca czuła, że powoli traci cierpliwość. Zerwała się ze swojego miejsca i krzyknęła:
- Nie baw się ze mną dłużej w zgadywanki! Chcę usłyszeć prawdę! Najprawdziwszą prawdę, choćby nie wiem jak okrutną. Tak czy nie?!
Raul pomimo krzyków ukochanej zachował stoicki spokój, po czym odpowiedział:
- Owszem, tak. Przyznaję, że chciałem sobie z ciebie lekko zakpić za to, że mnie tak potraktowałaś.
- Jak ja cię potraktowałam?! A ty jak potem potraktowałeś mnie, co?! Specjalnie w mojej obecności kpiłeś sobie z kobiet doskonale wiedząc, że mnie ten temat drażni.
- No cóż, być może nie byłem zbyt miły wymyślając takie tematy rozmowy, ale ostatecznie musiałem się jakoś odegrać. Sama potraktowałaś mnie bardzo niemiło. Nie sadziłaś więc chyba, że tak po prostu ci daruję taką uczynioną mi zniewagę.
- Zniewagę?! - zawołała Francesca przechadzając się po pokoju - Wy mężczyźni nie okazujecie za grosz wdzięczności. Powinieneś się cieszyć, że jeszcze cię chcę. Wielki mi pan obrażalski.
Francesca w rzeczywistości wcale już nie myślała o tej sprawie w taki sposób, ale teraz Raul rozdrażnił ją tak bardzo swymi wyrzutami, że nie panowała nad sobą i poczuła, że musi mu wygarnąć tak, żeby aż w pięty mu poszło. Szybko tego jednak pożałowała. W końcu prawdę mówiąc wcale już tak nie myślała. Wszystkie przygody, jakie przebyła w stroju muszkietera nauczyły jej pokory oraz tego, że na świecie są mężczyźni zarówno dobrzy, jak i mężczyźni źli. Podobnie zresztą jest z kobietami. Choć z trudem jej ta prawda przechodziła przez gardło, to musiała przyznać, że jej ciotka miała rację. I teraz, gdyby nie urażona kobieca duma, to już dawno przeprosiłaby swojego ukochanego Raula i pogodziła się z nim. Niestety, nie mogła tego zrobić. Nie ma bowiem nikogo bardziej dumnego niż urażona kobieta. Nie dopuszcza ona do siebie myśli, że może się mylić. Mężczyznom bardzo trudno jest tę dumę pokonać i zmusić ją do kapitulacji. Dlatego też dawno już zaprzestali takowej walki, w której i tak nigdy nie osiągną zwycięstwa.
Raul spojrzał się na Francescę i powiedział spokojnie:
- Cieszyć się? Cieszyć? Niech ci będzie. Zgoda. Więc się cieszę z tego, że porzuciłaś mnie dla jakiegoś hrabiego, a potem, gdy okazał się on być oszustem, łaskawie sobie o mnie przypomniałaś. Niewątpliwie mam z czego się cieszyć. Masz rację. Mam mnóstwo powodów do radości.
Francesce zrobiło się głupio, bo w końcu Raul miał rację. Możliwe, że zrozumiawszy głupotę swego postępowania wobec niego przeprosiłaby go, ale Charmentall wypalił jeszcze:
- Na szczęście Luiza potrafi lepiej okazywać miłość.
Słysząc ponownie imię swojej jakże znienawidzonej rywalki, panna de Villervie zdenerwowała się nie na żarty.
- Oczywiście! Kochana panna Luiza jest dla ciebie o wiele bardziej ważniejsza niż ja! No tak, zapomniałam o tym!
Raul zmieszał się lekko, widząc reakcję ukochanej.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale tak jest, nieprawdaż? Tylko szkoda wielka, że ożeniwszy się z tą dziewczyną złamiesz serce najlepszemu przyjacielowi.
- Posłuchaj mnie...
- Tylko mi teraz nie mów, że nie wiesz nic o ich miłości. Bo wiesz o niej tak samo dobrze, jak ja.
- Wiem o ich miłości, ale nie o to chodzi.
- A o co chodzi?
- Ja nie mam najmniejszego zamiaru żenić się z Luizą.
Francesa spojrzała na niego wyniośle.
- No proszę, jaki ty jesteś! A Francois ma wobec niej uczciwe zamiary. Ty zaś, jak widzę, postępujesz niczym zwykła kanalia!
- Ależ Francesco…
- Nie franceskuj mi teraz! Wiem dobrze, co ci chodzi po głowie. Mam cię dość. Wychodzę i nie chcę cię więcej widzieć!
To mówiąc ruszyła ona w kierunku drzwi.
- Ależ kobieto! Luiza to moja siostra!
Francesca zatrzymała się w połowie drogi. Obejrzała się zdumiona i zapytała, jakby sama sobie nie wierząc:
- Siostra?
- Tak, moja rodzona siostra. Febre ją porwał w dniu, kiedy zabił mych rodziców, a Colgen ją wychował wmawiając jej, że jest jej ojcem oraz to, że jej matka zmarła próbując wydać na świat drugie dziecko. Wmawiał jej też, iż nigdy nie miała ona starszego brata. Luiza to moja młodsza siostra, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Naprawdę nazywa się Izabella Charmentall. Colgen zmienił jej nawet imię, aby nikt jej nie rozpoznał.
- W takim razie skąd wiesz, że to ona? - zapytała podejrzliwym tonem Francesca.
- Poznałem ją po pieprzyku po prawej stronie szyi. Poza tym ma na łokciu małe znamię w kształcie pręgi.
- O! To weszliście w taką zażyłość, że nawet pokazała ci swój łokieć?
- Nie kpij sobie, bardzo cię proszę. To wyszło na jaw podczas jednej naszej rozmowy. Prócz tego Luiza Colgen nie pamięta zbyt wiele o swojej przeszłości. Wszystko to połączyłem w całość i doszedłem do wniosku, że to musi być moja siostra. Powiedziałem jej o tym. Nie chciała mi z początku uwierzyć, ale po przemyśleniu sobie moich argumentów zrobiła to, po czym zaczęła nam pomagać w walce z intrygami Colgena. A teraz kocha Francois i trzeba im życzyć dużo szczęścia.
- Tobie też życzę dużo szczęścia, mój kochany - mruknęła Francesca i ruszyła w stronę drzwi.
- Zaczekaj! Ty wychodzisz? - zawołał do niej Raul.
- Muszę, mój kochany. Wybacz, ale oboje zbytnio sobie dokuczyliśmy, żeby teraz być razem.
- To twoja wersja wydarzeń. Żeński punkt widzenia.
- Nie, Raulu. To jest prawda. Udawałeś, że kochasz się w Luizie, aby mi zrobić na złość. Udawałeś, że mnie nie poznajesz. Kpiłeś sobie ze mnie dzień w dzień. Wybacz, ale ja nie mogę mieć takiego męża, który drwi z mej osoby i z moich uczuć. Jutro wracam do domu. Żegnaj.
To mówiąc nacisnęła klamkę od drzwi.
- Francesca!
Dziewczyna odwróciła się niego, a jej oczy ciskały błyskawice.
- No co?
- Nie rozumiesz, że nigdy przed naszą miłością nie uciekniesz? Ja cię kocham, a ty kochasz mnie!
- Nie! Ty mnie nie kochasz! Gdybyś mnie kochał, to byś sobie ze mnie nie kpił!
Raul uśmiechnął się do niej z politowaniem. W jego żyłach wówczas zaczęła buzować gaskońska krew. Już wiedział, co należy robić.
- O mój Boże.... Jak ja niby mam cię przekonać do siebie, co? Może w taki sposób, najdroższa?
I nim Francesca zdołała zaprotestować chłopak pochwycił ją mocno ramiona, a następnie złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Dziewczyna próbowała się od niego oderwać oraz lekko bronić, ale słodycz jego ust była tak zniewalająca, że bardzo szybko zaprzestała swoich starań. Zdołała tylko wykrztusić z siebie „Raul, nie!”, po czym zarzuciła mu ręce na szyję i pozwoliła się całować. On natomiast porwał ją mocno w ramiona i zaniósł na swoje posłanie. Oboje na nie padli nie przestając pieścić nawzajem swoich warg. Już po chwili Francesca jednak pojęła, co Raul chce zrobić. I chociaż jej ciało drżało z namiętności, to zasady wpojone przez opiekunki powodowały, że wbrew sercu oraz rozumowi chciała się od niego uwolnić.
- Nie... Nie myśl sobie, że tak łatwo ci się to uda - sapała nieco zła, choć wiedziała, że sprzeciwia się teraz sama sobie - Nie myśl, że ci na to pozwolę.
Raul zły wyjął zza pasa nóż. Francesca przerażona pomyślała sobie, że właśnie nadeszła jej ostatnia chwila. Muszkieter jednak najspokojniej w świecie przeciął jej koszulę oraz spodnie rozcinając je na kawałki, po czym odrzucił odsłaniając powoli nagość jej pięknego ciała. Francesca, o dziwo, nie czuła przy tym najmniejszego nawet wstydu. Jedynie zaśmiała się, kiedy pozbawiał ją resztek męskiego odzienia.
- I coś ty narobił, wariacie jeden? - zaśmiała się - I w co teraz biedny Fryderyk się ubierze, co?
- W nic - odpowiedział Charmentall, chowając nóż oraz samemu się powoli rozbierając.
- Śmiałe... Ale jednak trochę zbyt ostre, jak na wyjście z domu, nie sądzisz? - chichotała Francesca czując w sercu wielką radość.
Muszkieter tymczasem bardzo powoli zdejmował koszulę odsłaniając swój tors. Dziewczyna wpatrywała się w niego zafascynowana i powoli przesunęła po nim palcami.
- Nie będzie już Fryderyka. Nigdy więcej go już nie będzie, rozumiesz? Przenigdy. Teraz będzie tylko Francesca. Moja Francesca... Słyszysz mnie? Moja Francesca. Moja żona.
Jego dłonie zachłannie i namiętnie pozbawiały go ubrania, żeby już dłużej nie musieć zwlekać z tym, czego oboje pragnęli. Po chwili byli oboje niczym Adam i Ewa w raju, zaś Raul obejmował ją i namiętnie całował. Francesca tak była zachwycona jego pieszczotami, że nawet nie zwróciła uwagi na to, co on powiedział. Dopiero po chwili się zorientowała i jak to ona, zareagowała lekkim oburzeniem.
- Ejże! - zawołała - Niby jaka żona?
- A co myślałaś? Że posiądę cię teraz, potem zostawię zhańbioną i nie poślubię? - zapytał Raul, sunąc dłonią po jej udach.
- A więc chcesz mnie zhańbić jedynie po to, żebym łatwiej się zgodziła za ciebie wyjść? - zaśmiała się dziewczyna.
Udawała co prawda oburzoną, ale w jakiś dziwny sposób sam pomysł niezwykle się jej spodobał.
Charmentall spojrzał na ukochaną z zawadiackim uśmiechem, po czym pokiwał wesoło głową.
Francesca zaczęła go delikatnie okładać pięściami.
- Och! Ty... Ty nędzny draniu! Ty łotrze! Nienawidzę cię, rozumiesz?! Nienawidzę! Niena...
Nie zdążyła jednak dokończyć swej wypowiedzi, bowiem jego wargi zamknęły jej ustami namiętnym pocałunkiem. A ona tylko objęła go mocno za szyję i nie chciała go puścić. Gdy już ten cud rozkoszy minął, wyszeptała za pomocą opuchniętych warg:
- Nie zgadzam się... Nie wyjdę za ciebie, Raul... Rozumiesz mnie? Cokolwiek teraz nie zrobisz, ja za ciebie nie wyjdę.
- To się jeszcze okażę, kwiatuszku.
- I nie mów do mnie „kwiatuszku”!
- Dobrze, kwiatuszku.
Już po kilku sekundach Raul porwał ją do krainy rozkoszy. Francesca nawet tam jednak długo protestowała przeciwko małżeństwu z nim, choć robiła to już tylko z zasady, by pokazać, że jej ukochany musi się natrudzić, żeby ją zdobyć. Dzielnemu muszkieterowi nie zajęło wszak wiele czasu, aby osiągnąć zwycięstwo nad jej uporem, a ich podróż do raju sprawiła, że stali się jednością.
***
Godzinę później Francesca czule i z pieszczotą głaskała ciało swego ukochanego niesamowicie zachwycona tym, co właśnie między nimi zaszło. Wpatrywała się w jego oczy.
- Boże... Raul... To było... Niesamowite – szepnęła.
- Owszem, kochanie moje - odpowiedział jej ukochany z uśmiechem na ustach – Cudownie niesamowite. Wiesz co? Dochodzę do wniosku, że od razu trzeba było tak z tobą rozmawiać, a nie bawić się z tobą w milutkie rozmowy.
- Wiesz co, kochany?
- No co?
Francesca zaśmiała się lekko.
- Również doszłam do takiego samego wniosku. Wielka szkoda, że nie mieliśmy w sobie tyle odwagi, by zrobić to wcześniej. Tyle pięknych chwil bezpowrotnie nam upłynęło.
Charmentall głaskał powoli jej twarz.
- Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Zrobiliśmy to w odpowiednim momencie.
Francesca lekko się zasępiła.
- Jest tylko jeden problem.
- Jakiż to, najdroższa?
Ukochana spojrzała na niego.
- Skąd my teraz weźmiemy zakrwawioną pościel na dowód, że byłam dziewicą w dniu ślubu?
Raul położył się obok niej i zaśmiał się do niej lekko. Dotykał powoli jej spoconego i pięknego ciała zachwycając się każdym jego szczegółem.
- Możemy wsiąść tę pościel, w której to teraz zrobiliśmy. Ja nie widzę w tym żadnego problemu.
- No tak, właściwie to możemy tak postąpić - zaśmiała się Francesca - Masz rację. Tak się rozcina węzeł gordyjski.
Obejmowali się i rozmawiali tak wesoło ze sobą przez dłuższy czas. Panna de Villervie opowiedziała przy okazji swemu ukochanemu, dlaczego tak dobrze umie posługiwać się szpadą.
- Widzisz... Moja świętej pamięci matka uważała, że powinnam poznać tę technikę, więc zadbała o to, bym uczyła się szermierki. Jak widzę, bardzo mi się potem przydała ta umiejętność.
- Istotnie. Niejeden raz ocaliła ci życie - odpowiedział Raul.
W końcu młodych kochanków dopadło zmęczenie, więc postanowili oboje pozwolić porwać się w objęcia Morfeusza. Nim to jednak nastąpiło Francesca przyciągnęła ukochanego na siebie i pocałowała jego usta.
- Kocham cię, najdroższy - wyszeptała.
- Wiem o tym, najdroższa - zaśmiał się lekko - Gdybym tego nie wiedział, to nie brałbym sobie ciebie za żonę.
Ona zaś z uśmiechem niewiniątka objęła go mocno rękami za szyję, a nogami za biodra. Powoli także rozchyliła przed nim uda.
- Wierzę ci, kochanie. I zostanę twoją żonę. Ale teraz jeszcze raz pokaż mi, jak bardzo mocno mnie kochasz.
To mówiąc jeszcze mocniej rozszerzyła swe zgrabne uda, dając mu w ten sposób do siebie swobodny dostęp. On zaś nie kazał jej na siebie długo czekać i zgodnie z życzeniem ukochanej udowodnił jeszcze raz, jak bardzo ją kochał, a czynił to w najpiękniejszy sposób na całym świecie.
Co zaś do naszych muszkieterów, to ci udali się zmęczeni całą akcją ratunkową oraz wydarzeniami mającymi miejsce bezpośrednio po powrocie króla i królowej z niewoli (a w których to musieli brać czynny udział) do swych pokoi w oberży „Pod Złamaną Szpadą”. Mieli się jednak wstawić następnego dnia przed obliczem Ich Królewskich Mości, ażeby odebrać nagrody stosowne do ich zasług.
Trechevile i Francois poszli do siebie, natomiast Raul i Fryderyk udali się do pokoju Charmentalla. Chcieli oni ze sobą porozmawiać w cztery oczy bez obecności osób postronnych. Weszli zatem oboje do środka, po czym porucznik muszkieterów zamknął za nimi drzwi.
- Tu możemy porozmawiać spokojnie i bez świadków - powiedział.
- To dobrze - odpowiedział mu Fryderyk i zdjął kapelusz z głowy, a następnie rzucił go niedbale na stół.
- Więc co masz mi do powiedzenia? - zapytał Charmentall, patrząc na swego kompana.
- To raczej ty mi powiedz, co masz mi do powiedzenia. To przecież był twój pomysł, żeby się rozmówić.
Fryderyk mówiąc to, patrzył uważnie w oczy swego rozmówcy bardzo ciekawy tego, co zaraz usłyszy.
- No cóż... Po prostu pragnąłbym się dowiedzieć paru niezmiernie istotnych dla mnie faktów - rzekł po chwili Charmentall.
- Dziwnym zbiegiem okoliczności ja też chce się dowiedzieć od ciebie kilku bardzo istotnych dla mnie faktów - odpowiedział mu de Saudier.
- Więc to nie przypadek, ale los. Przeznaczenie - zaśmiał się Raul.
- O ile oczywiście coś takiego w ogóle istnieje - zakpiła sobie złym tonem Francesca.
Drodzy Czytelnicy zapewne pomyślą, że popełniliśmy błąd używając imienia Francesca, ale możemy ich zapewnić, iż o żadnym błędzie nie może być tu w ogóle mowy. Pan Fryderyk de Saudier to w rzeczywistości panna Francesca de Villervie. Była ona cały czas przy swoim ukochanym, tyle tylko, że w męskim przebraniu. Ale dlaczego i w jakich okolicznościach do tego doszło, zaraz się o tym dowiemy.
- Więc może mi łaskawie wyjaśnisz, czemu udawałaś mężczyznę? - zapytał Raul.
- Czemu nie? Mogę ci to wyjaśnić - odpowiedziała drażliwym tonem Francesca - Jeśli obiecasz, że potem ty mi łaskawie objaśnisz, dlaczego, skoro mnie od razu poznałeś, nie odkryłeś tego przede mną i pozwalałeś mi się poniżać?
- Poniżać? Ja nie nazwałbym tego poniżaniem się, moja kochana - zaśmiał się Raul - To był raczej prawdziwy kunszt aktorski.
- To twoja wersja wydarzeń, czyli krótko mówiąc punkt widzenia - mruknęła Francesca krzyżując ręce na piersi - A jak mawiała mojej świętej pamięci matka, takie coś nic nie znaczy.
- Czyżby? - Charmentall stworzył na swej twarzy złośliwy uśmieszek - I co jeszcze zwykła mawiać twoja mamusia?
- Mianowicie to, że są trzy rodzaje prawdy: prawda dziecka, prawda kobiety i prawda mężczyzny. A to znaczy: cała prawda, tylko prawda i nic nie warta prawda.
- Uhmm… A zatem mam rozumieć, że twoja mamusia była wrogiem całego męskiego rodu?
- Można by to tak określić.
- Aha. Rozumiem. No to pogratulować ci otrzymanego wychowania. Tylko pozazdrościć.
To mówiąc Raul zaczął przechadzać się po pokoju.
- A nie uważasz, że to trochę niesprawiedliwe tak potępiać mężczyzn i zwalać na nich wszystkich winy całego świata oraz zachowywać się wobec nich tak, jakby byli oni sprawcami wszystkiego, co na tym świecie złe? - zapytał zatrzymując się przy jednym z krzeseł.
- Czyż nie są? - odpowiedziała mu pytaniem na pytanie Francesca.
- O ile mi wiadomo, moja droga, to nie Adam zerwał jabłko z drzewa dobra i zła, ale jego żoneczka Ewa. Według mnie to przez nią ludzie utracili raj. Co powiesz na taki argument?
- Biblię pisali mężczyźni z korzyścią dla siebie.
- Oczywiście.
Raul uśmiechnął się złośliwie, co wywołało złość u Francesci, która chwilę później powiedziała:
- Wiesz, co ci powiem? Jesteś jak moja ciotka Helena. Ona też uważa, że mężczyźni są i dobrzy i źli. Uważa również, iż nie możemy wszystkich win zwalać na nich. Idealnie się ze sobą zgadzacie. Możecie sobie podać ręce na znak przyjaźni i zgody.
- Serio? No to koniecznie muszę to zrobić, kiedy tylko uda mi się z nią spotkać. Ale przecież, przeżywszy tyle przygód ze mną, przyznasz chyba, że są i dobrzy mężczyźni?
- Dobrzy? A niby którzy? Może Trechevile, który na każdym kroku kpi sobie z kobiet?
- A choćby i on.
Francesca wzięła głęboki oddech i powiedziała spokojnie:
- Masz rację. On jest porządnym człowiekiem, pomimo tego, że szydzi sobie z kobiet. Ale on ma ku temu powody i można mu to wybaczyć.
- Wybaczyć? Powody? - Raul bezlitośnie kpił sobie z jej słów - Nie wiedziałem, że jakiemukolwiek mężczyźnie można wybaczyć tak podłe świętokradztwo, jak obrażenie płci pięknej, mój ty słodki kwiatuszku.
Francesca spojrzała na niego ze złością w oczach, ale powstrzymała się od komentarza.
- No i jest jeszcze ten twój przyjaciel, Francois. On też jest porządnym człowiekiem, choć lekko nerwowym.
- Nerwowym? I kto to mówi, Pani Rozbij W Złości Wazon?
Francesca chwyciła za rękojeść szpady, jaką miała u swego boku (cały czas bowiem była w mundurze muszkietera), wysunęła lekko jej ostrze, ale opanowała się szybko i wsunęła je z powrotem do pochwy. Ochłonąwszy dziewczyna postanowiła kontynuować rozmowę.
- Odchodzimy od tematu. Pozwolisz, że wrócimy do niego?
- Ależ naturalnie. Ja również niczego innego bardziej teraz nie pragnę - odpowiedział jej Raul.
Francesca więc usiadła spokojnie na krześle i dała znak ukochanemu, aby zrobił to samo.
- Jak już wiesz, udawałam przed wami muszkietera - zaczęła swoją opowieść panna Francesca.
- Tak, to prawda. A można wiedzieć, po co to robiłaś?
- Bo chciałam być bliżej ciebie.
- Mogłaś to osiągnąć, gdybyś mi powiedziała, że mnie nadal kochasz. A właśnie, czemu raczyłaś znów nawiązać ze mną kontakt? Czy to prawda, że twój wybranek nie okazał się taki wierny, jak myślałaś?
Francesca zacisnęła zęby z wściekłości, ale musiała potwierdzić, że to prawda.
- Wiedziałem. Najpierw pan muszkieter był zbyt biedny w porównaniu z wielkim panem, a teraz jest znowu bardzo kochany i bardzo szlachetny. Tak szlachetny, że z pewnością przyjmie on ukochaną, którą oszukał wielki pan. A skąd wiesz, że ja tak właśnie postąpię?
Francesca obserwowała go uważnie, gdy to mówił.
- Dlatego, że mnie kochasz - odpowiedziała cichym głosem.
- Tak sądzisz? - prychnął Raul - A co ci każe wysuwać takie wnioski?
- Rozpoznałeś mnie w męskim stroju. I to rozpoznałeś, jeśli oczywiście mogę ci wierzyć, już pierwszego dnia mojej służby.
- I sądzisz, że to jest dowód miłości?
- Właśnie tak sądzę.
Raul spuścił głowę w dół. Milczał przez chwilę, po czym rzekł:
- Masz rację. Masz rację co do mojej miłości do ciebie.
- Chyba jednak nie mam - powiedziała smutnym tonem Francesca.
- Jak to?
- Gdybyś mnie kochał, powiedziałbyś mi od razu, że mnie rozpoznałeś. Nie kpiłbyś sobie ze mnie, udając niewiedzę. I nie umizgiwałbyś się do tej całej Luizy. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale ona kocha Francois. Choć do ciebie, jak zauważyłam, też ma dużo sympatii.
- Owszem, zauważyłem to. Luiza bardzo często okazywała mi swoją sympatię.
Raul uśmiechał się złośliwie napawając się jej tłumioną wściekłością.
- Tak, aż nader często to robi - zakpiła sobie z niego Francesca - A ty, rzecz jasna, tę sympatię odwzajemniasz?
- Owszem, odwzajemniam.
- Czy kokietowanie Luizy i udawanie, że ją kochasz, miało może na celu zakpienie sobie ze mnie?
- Możliwe.
Francesca czuła, że powoli traci cierpliwość. Zerwała się ze swojego miejsca i krzyknęła:
- Nie baw się ze mną dłużej w zgadywanki! Chcę usłyszeć prawdę! Najprawdziwszą prawdę, choćby nie wiem jak okrutną. Tak czy nie?!
Raul pomimo krzyków ukochanej zachował stoicki spokój, po czym odpowiedział:
- Owszem, tak. Przyznaję, że chciałem sobie z ciebie lekko zakpić za to, że mnie tak potraktowałaś.
- Jak ja cię potraktowałam?! A ty jak potem potraktowałeś mnie, co?! Specjalnie w mojej obecności kpiłeś sobie z kobiet doskonale wiedząc, że mnie ten temat drażni.
- No cóż, być może nie byłem zbyt miły wymyślając takie tematy rozmowy, ale ostatecznie musiałem się jakoś odegrać. Sama potraktowałaś mnie bardzo niemiło. Nie sadziłaś więc chyba, że tak po prostu ci daruję taką uczynioną mi zniewagę.
- Zniewagę?! - zawołała Francesca przechadzając się po pokoju - Wy mężczyźni nie okazujecie za grosz wdzięczności. Powinieneś się cieszyć, że jeszcze cię chcę. Wielki mi pan obrażalski.
Francesca w rzeczywistości wcale już nie myślała o tej sprawie w taki sposób, ale teraz Raul rozdrażnił ją tak bardzo swymi wyrzutami, że nie panowała nad sobą i poczuła, że musi mu wygarnąć tak, żeby aż w pięty mu poszło. Szybko tego jednak pożałowała. W końcu prawdę mówiąc wcale już tak nie myślała. Wszystkie przygody, jakie przebyła w stroju muszkietera nauczyły jej pokory oraz tego, że na świecie są mężczyźni zarówno dobrzy, jak i mężczyźni źli. Podobnie zresztą jest z kobietami. Choć z trudem jej ta prawda przechodziła przez gardło, to musiała przyznać, że jej ciotka miała rację. I teraz, gdyby nie urażona kobieca duma, to już dawno przeprosiłaby swojego ukochanego Raula i pogodziła się z nim. Niestety, nie mogła tego zrobić. Nie ma bowiem nikogo bardziej dumnego niż urażona kobieta. Nie dopuszcza ona do siebie myśli, że może się mylić. Mężczyznom bardzo trudno jest tę dumę pokonać i zmusić ją do kapitulacji. Dlatego też dawno już zaprzestali takowej walki, w której i tak nigdy nie osiągną zwycięstwa.
Raul spojrzał się na Francescę i powiedział spokojnie:
- Cieszyć się? Cieszyć? Niech ci będzie. Zgoda. Więc się cieszę z tego, że porzuciłaś mnie dla jakiegoś hrabiego, a potem, gdy okazał się on być oszustem, łaskawie sobie o mnie przypomniałaś. Niewątpliwie mam z czego się cieszyć. Masz rację. Mam mnóstwo powodów do radości.
Francesce zrobiło się głupio, bo w końcu Raul miał rację. Możliwe, że zrozumiawszy głupotę swego postępowania wobec niego przeprosiłaby go, ale Charmentall wypalił jeszcze:
- Na szczęście Luiza potrafi lepiej okazywać miłość.
Słysząc ponownie imię swojej jakże znienawidzonej rywalki, panna de Villervie zdenerwowała się nie na żarty.
- Oczywiście! Kochana panna Luiza jest dla ciebie o wiele bardziej ważniejsza niż ja! No tak, zapomniałam o tym!
Raul zmieszał się lekko, widząc reakcję ukochanej.
- Tego nie powiedziałem.
- Ale tak jest, nieprawdaż? Tylko szkoda wielka, że ożeniwszy się z tą dziewczyną złamiesz serce najlepszemu przyjacielowi.
- Posłuchaj mnie...
- Tylko mi teraz nie mów, że nie wiesz nic o ich miłości. Bo wiesz o niej tak samo dobrze, jak ja.
- Wiem o ich miłości, ale nie o to chodzi.
- A o co chodzi?
- Ja nie mam najmniejszego zamiaru żenić się z Luizą.
Francesa spojrzała na niego wyniośle.
- No proszę, jaki ty jesteś! A Francois ma wobec niej uczciwe zamiary. Ty zaś, jak widzę, postępujesz niczym zwykła kanalia!
- Ależ Francesco…
- Nie franceskuj mi teraz! Wiem dobrze, co ci chodzi po głowie. Mam cię dość. Wychodzę i nie chcę cię więcej widzieć!
To mówiąc ruszyła ona w kierunku drzwi.
- Ależ kobieto! Luiza to moja siostra!
Francesca zatrzymała się w połowie drogi. Obejrzała się zdumiona i zapytała, jakby sama sobie nie wierząc:
- Siostra?
- Tak, moja rodzona siostra. Febre ją porwał w dniu, kiedy zabił mych rodziców, a Colgen ją wychował wmawiając jej, że jest jej ojcem oraz to, że jej matka zmarła próbując wydać na świat drugie dziecko. Wmawiał jej też, iż nigdy nie miała ona starszego brata. Luiza to moja młodsza siostra, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Naprawdę nazywa się Izabella Charmentall. Colgen zmienił jej nawet imię, aby nikt jej nie rozpoznał.
- W takim razie skąd wiesz, że to ona? - zapytała podejrzliwym tonem Francesca.
- Poznałem ją po pieprzyku po prawej stronie szyi. Poza tym ma na łokciu małe znamię w kształcie pręgi.
- O! To weszliście w taką zażyłość, że nawet pokazała ci swój łokieć?
- Nie kpij sobie, bardzo cię proszę. To wyszło na jaw podczas jednej naszej rozmowy. Prócz tego Luiza Colgen nie pamięta zbyt wiele o swojej przeszłości. Wszystko to połączyłem w całość i doszedłem do wniosku, że to musi być moja siostra. Powiedziałem jej o tym. Nie chciała mi z początku uwierzyć, ale po przemyśleniu sobie moich argumentów zrobiła to, po czym zaczęła nam pomagać w walce z intrygami Colgena. A teraz kocha Francois i trzeba im życzyć dużo szczęścia.
- Tobie też życzę dużo szczęścia, mój kochany - mruknęła Francesca i ruszyła w stronę drzwi.
- Zaczekaj! Ty wychodzisz? - zawołał do niej Raul.
- Muszę, mój kochany. Wybacz, ale oboje zbytnio sobie dokuczyliśmy, żeby teraz być razem.
- To twoja wersja wydarzeń. Żeński punkt widzenia.
- Nie, Raulu. To jest prawda. Udawałeś, że kochasz się w Luizie, aby mi zrobić na złość. Udawałeś, że mnie nie poznajesz. Kpiłeś sobie ze mnie dzień w dzień. Wybacz, ale ja nie mogę mieć takiego męża, który drwi z mej osoby i z moich uczuć. Jutro wracam do domu. Żegnaj.
To mówiąc nacisnęła klamkę od drzwi.
- Francesca!
Dziewczyna odwróciła się niego, a jej oczy ciskały błyskawice.
- No co?
- Nie rozumiesz, że nigdy przed naszą miłością nie uciekniesz? Ja cię kocham, a ty kochasz mnie!
- Nie! Ty mnie nie kochasz! Gdybyś mnie kochał, to byś sobie ze mnie nie kpił!
Raul uśmiechnął się do niej z politowaniem. W jego żyłach wówczas zaczęła buzować gaskońska krew. Już wiedział, co należy robić.
- O mój Boże.... Jak ja niby mam cię przekonać do siebie, co? Może w taki sposób, najdroższa?
I nim Francesca zdołała zaprotestować chłopak pochwycił ją mocno ramiona, a następnie złożył na jej ustach namiętny pocałunek. Dziewczyna próbowała się od niego oderwać oraz lekko bronić, ale słodycz jego ust była tak zniewalająca, że bardzo szybko zaprzestała swoich starań. Zdołała tylko wykrztusić z siebie „Raul, nie!”, po czym zarzuciła mu ręce na szyję i pozwoliła się całować. On natomiast porwał ją mocno w ramiona i zaniósł na swoje posłanie. Oboje na nie padli nie przestając pieścić nawzajem swoich warg. Już po chwili Francesca jednak pojęła, co Raul chce zrobić. I chociaż jej ciało drżało z namiętności, to zasady wpojone przez opiekunki powodowały, że wbrew sercu oraz rozumowi chciała się od niego uwolnić.
- Nie... Nie myśl sobie, że tak łatwo ci się to uda - sapała nieco zła, choć wiedziała, że sprzeciwia się teraz sama sobie - Nie myśl, że ci na to pozwolę.
Raul zły wyjął zza pasa nóż. Francesca przerażona pomyślała sobie, że właśnie nadeszła jej ostatnia chwila. Muszkieter jednak najspokojniej w świecie przeciął jej koszulę oraz spodnie rozcinając je na kawałki, po czym odrzucił odsłaniając powoli nagość jej pięknego ciała. Francesca, o dziwo, nie czuła przy tym najmniejszego nawet wstydu. Jedynie zaśmiała się, kiedy pozbawiał ją resztek męskiego odzienia.
- I coś ty narobił, wariacie jeden? - zaśmiała się - I w co teraz biedny Fryderyk się ubierze, co?
- W nic - odpowiedział Charmentall, chowając nóż oraz samemu się powoli rozbierając.
- Śmiałe... Ale jednak trochę zbyt ostre, jak na wyjście z domu, nie sądzisz? - chichotała Francesca czując w sercu wielką radość.
Muszkieter tymczasem bardzo powoli zdejmował koszulę odsłaniając swój tors. Dziewczyna wpatrywała się w niego zafascynowana i powoli przesunęła po nim palcami.
- Nie będzie już Fryderyka. Nigdy więcej go już nie będzie, rozumiesz? Przenigdy. Teraz będzie tylko Francesca. Moja Francesca... Słyszysz mnie? Moja Francesca. Moja żona.
Jego dłonie zachłannie i namiętnie pozbawiały go ubrania, żeby już dłużej nie musieć zwlekać z tym, czego oboje pragnęli. Po chwili byli oboje niczym Adam i Ewa w raju, zaś Raul obejmował ją i namiętnie całował. Francesca tak była zachwycona jego pieszczotami, że nawet nie zwróciła uwagi na to, co on powiedział. Dopiero po chwili się zorientowała i jak to ona, zareagowała lekkim oburzeniem.
- Ejże! - zawołała - Niby jaka żona?
- A co myślałaś? Że posiądę cię teraz, potem zostawię zhańbioną i nie poślubię? - zapytał Raul, sunąc dłonią po jej udach.
- A więc chcesz mnie zhańbić jedynie po to, żebym łatwiej się zgodziła za ciebie wyjść? - zaśmiała się dziewczyna.
Udawała co prawda oburzoną, ale w jakiś dziwny sposób sam pomysł niezwykle się jej spodobał.
Charmentall spojrzał na ukochaną z zawadiackim uśmiechem, po czym pokiwał wesoło głową.
Francesca zaczęła go delikatnie okładać pięściami.
- Och! Ty... Ty nędzny draniu! Ty łotrze! Nienawidzę cię, rozumiesz?! Nienawidzę! Niena...
Nie zdążyła jednak dokończyć swej wypowiedzi, bowiem jego wargi zamknęły jej ustami namiętnym pocałunkiem. A ona tylko objęła go mocno za szyję i nie chciała go puścić. Gdy już ten cud rozkoszy minął, wyszeptała za pomocą opuchniętych warg:
- Nie zgadzam się... Nie wyjdę za ciebie, Raul... Rozumiesz mnie? Cokolwiek teraz nie zrobisz, ja za ciebie nie wyjdę.
- To się jeszcze okażę, kwiatuszku.
- I nie mów do mnie „kwiatuszku”!
- Dobrze, kwiatuszku.
Już po kilku sekundach Raul porwał ją do krainy rozkoszy. Francesca nawet tam jednak długo protestowała przeciwko małżeństwu z nim, choć robiła to już tylko z zasady, by pokazać, że jej ukochany musi się natrudzić, żeby ją zdobyć. Dzielnemu muszkieterowi nie zajęło wszak wiele czasu, aby osiągnąć zwycięstwo nad jej uporem, a ich podróż do raju sprawiła, że stali się jednością.
***
Godzinę później Francesca czule i z pieszczotą głaskała ciało swego ukochanego niesamowicie zachwycona tym, co właśnie między nimi zaszło. Wpatrywała się w jego oczy.
- Boże... Raul... To było... Niesamowite – szepnęła.
- Owszem, kochanie moje - odpowiedział jej ukochany z uśmiechem na ustach – Cudownie niesamowite. Wiesz co? Dochodzę do wniosku, że od razu trzeba było tak z tobą rozmawiać, a nie bawić się z tobą w milutkie rozmowy.
- Wiesz co, kochany?
- No co?
Francesca zaśmiała się lekko.
- Również doszłam do takiego samego wniosku. Wielka szkoda, że nie mieliśmy w sobie tyle odwagi, by zrobić to wcześniej. Tyle pięknych chwil bezpowrotnie nam upłynęło.
Charmentall głaskał powoli jej twarz.
- Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Zrobiliśmy to w odpowiednim momencie.
Francesca lekko się zasępiła.
- Jest tylko jeden problem.
- Jakiż to, najdroższa?
Ukochana spojrzała na niego.
- Skąd my teraz weźmiemy zakrwawioną pościel na dowód, że byłam dziewicą w dniu ślubu?
Raul położył się obok niej i zaśmiał się do niej lekko. Dotykał powoli jej spoconego i pięknego ciała zachwycając się każdym jego szczegółem.
- Możemy wsiąść tę pościel, w której to teraz zrobiliśmy. Ja nie widzę w tym żadnego problemu.
- No tak, właściwie to możemy tak postąpić - zaśmiała się Francesca - Masz rację. Tak się rozcina węzeł gordyjski.
Obejmowali się i rozmawiali tak wesoło ze sobą przez dłuższy czas. Panna de Villervie opowiedziała przy okazji swemu ukochanemu, dlaczego tak dobrze umie posługiwać się szpadą.
- Widzisz... Moja świętej pamięci matka uważała, że powinnam poznać tę technikę, więc zadbała o to, bym uczyła się szermierki. Jak widzę, bardzo mi się potem przydała ta umiejętność.
- Istotnie. Niejeden raz ocaliła ci życie - odpowiedział Raul.
W końcu młodych kochanków dopadło zmęczenie, więc postanowili oboje pozwolić porwać się w objęcia Morfeusza. Nim to jednak nastąpiło Francesca przyciągnęła ukochanego na siebie i pocałowała jego usta.
- Kocham cię, najdroższy - wyszeptała.
- Wiem o tym, najdroższa - zaśmiał się lekko - Gdybym tego nie wiedział, to nie brałbym sobie ciebie za żonę.
Ona zaś z uśmiechem niewiniątka objęła go mocno rękami za szyję, a nogami za biodra. Powoli także rozchyliła przed nim uda.
- Wierzę ci, kochanie. I zostanę twoją żonę. Ale teraz jeszcze raz pokaż mi, jak bardzo mocno mnie kochasz.
To mówiąc jeszcze mocniej rozszerzyła swe zgrabne uda, dając mu w ten sposób do siebie swobodny dostęp. On zaś nie kazał jej na siebie długo czekać i zgodnie z życzeniem ukochanej udowodnił jeszcze raz, jak bardzo ją kochał, a czynił to w najpiękniejszy sposób na całym świecie.
A to dopiero xD No, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. Władcy zostali uratowani, a Francesce udało się uzyskać przebaczenie Raula, gdyż zrozumiała, że naprawdę go kocha i pragnie być tylko z nim. To ciekawe, że Raul od samego początku wiedział, że to ona udawała Fryderyka i tak doskonale ukrywał tą wiedzę, że niczego się nie domyśliła. Tym samym pozwolił jej na dokonanie tylu wspaniałych czynów, dając się jej w pełni wykazać, bo przecież ona postanowiła im towarzyszyć i pomagać, tylko przez wzgląd na niego, aby tym samym odzyskać jego miłość i przebaczenie, a przy okazji zyskała przyjaźń i szacunek Francoisa i Trechevile’a.
OdpowiedzUsuń