Rozdział IX
W którym autor musi, aczkolwiek niechętnie, przenieść się na chwilę do Wersalu
W którym autor musi, aczkolwiek niechętnie, przenieść się na chwilę do Wersalu
Jak to już zostało przez nas zapowiedziane w tytule tegoż rozdziału, musimy niestety na chwilę opuścić naszych bohaterów, aby opisać, co się w tym czasie działo w Wersalu. Wiemy oczywiście, że takie przerywanie akcji bywa niekiedy uciążliwe, ale niestety my, jako autor niniejszej opowieści musimy od czasu do czasu podjąć takie działanie aby moje dzieło wydało się bardziej interesujące. Tym z naszych Czytelników, którzy bardzo nie lubią przerywania akcji, natychmiast wyjaśniamy, że zdecydowanie mogą oni śmiało opuścić ten rozdział, nie jest on bowiem na tyle ważny dla akcji naszej opowieści, żeby opuszczenie go spowodowało jakieś problemy ze zrozumieniem treści tej historii. Obiecujemy też, że niedługo powrócimy do naszych bohaterów i prosimy o odrobinę cierpliwości.
A więc zaczynamy. Oto Wersal, królewska siedziba Ludwika XV i jego żony, królowej Marii Leszczyńskiej. Najpiękniejszy oraz najwspanialszy pałac w Europie. To Szanowni Czytelnicy zapewne już dobrze wiedzą. Ale z całą pewnością tajemnicą dla nich jest fakt, co teraz robią władcy Francji. Pozwólcie zatem z nami. Widzicie ten przepiękny pokój? To sala tronowa, w której często przebywa para królewska. Czy są oni tu obecni? Niestety, zastaliśmy tutaj jedynie króla. W otoczeniu dworzan wysłuchuje on właśnie raportu jednego ze swoich ministrów. Zostawmy go więc przy tym jakże nudnym, choć równocześnie bardzo ważnym zajęciu i zajrzyjmy teraz do królowej. Ciekawe, gdzież ona się teraz ukryła? O, jest! Przebywa akurat w swoich prywatnych apartamentach. Pozostańmy więc w kącie niezauważeni przez nikogo i nie przeszkadzając cicho obserwujmy to, co się zaraz wydarzy.
***
Królowa w chwili, którą tu opisujemy, siedziała na fotelu, a na jej twarzy malował się ogromny smutek. Była załamana. Zdawała sobie sprawę z konsekwencji, jakie pociągało za sobą dostanie się wykradzionego z królewskiej kancelarii dokumentu w niepowołane ręce. Francji groziła wojna, która może wybuchnąć w każdej chwili! Nie było najmniejszych wątpliwości, że takie coś nastąpi, w końcu to wykradzione pismo było strasznie niebezpieczne, zaś jego opublikowanie groziło katastrofą. Maria Leszczyńska zadawała sobie wobec tego pytanie, dlaczego Ludwik, wiedząc doskonale o zagrożeniu, jakie się wiąże z tym dokumentem, po prostu go nie zniszczył? Traktat i tak nie został zrealizowany, bo pozostał jednym z tych licznych dokumentów, które miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Trzeba było go po prostu zniszczyć! Chowanie tego czegoś w archiwum stanowiło w polityce Ludwika XV poważny błąd. Ale oczywiście czego można oczekiwać po piętnastoletnim chłopcu, w dodatku kierowanym przez bandę zachłannych na władzę ministrów, ale chyba król Francji mimo młodego wieku miał również własny rozum. Powinien przewidzieć, że coś takiego może się wydarzyć i zawczasu zniszczyć ten feralny dokument. Zapanowałby dzięki temu raz na zawsze spokój. A teraz co?! Wojna może objąć cały kraj, najwięcej zaś stracą przez nią biedni, prości ludzie. I tak już jest im ciężko, a teraz jeszcze to! Mają ginąć na wojnie, bo ich władcą jest bezmyślnym młodzikiem? Do tego dochodzi jeszcze skarbiec królewski. Czy wytrzyma on takie obciążenie? Zaiste, głupota królów w sprawach dokumentów najwyższej wagi jest chwilami karygodna.
Rozważanie królowej zostały przerwane przez służącego pytającego, czy Najjaśniejsza Pani raczy teraz przyjąć panią pułkownikową de Saudier. Królowa ucieszyła się na wieść o wizycie swojej najlepszej przyjaciółki i kazała natychmiast ją wprowadzić.
Chwilę później do saloniku królowej weszła pani Helena.
- Witam serdecznie Waszą Królewską Mość - powiedziała pani de Saudier, nisko przy tym dygając.
- Witaj, Heleno. Nawet nie wiesz, jak twoja obecność jest mi teraz bardzo potrzebna - odpowiedziała jej królowa życzliwym tonem.
- Naprawdę, Miłościwa Pani?
- O, tak, Heleno. Bardzo, ale to bardzo naprawdę. Jestem bowiem teraz pogrążona w prawdziwej rozpaczy. Sama już nie wiem, co mam robić.
Królowa z rozpaczą dotknęła swego czoła.
Helena de Saudier uklękła przy królowej i ujęła jej dłoń. Patrzyła w jej twarz i myślała sobie, jaka ona biedna. Ona, ta kobieta, którą los ustanowił królową Francji przechodziła teraz straszliwe katusze. Ach, jakże bardzo pani de Saudier jej teraz współczuła. Zrobiłaby wszystko, żeby ulżyć jej w cierpieniu, nawet zamieniłaby się z nią miejscami. Wiedziała wszak, że nic by to nie pomogło. Ona sama jako królowa również nie mogłaby uratować Francji przed groźbą wojny, z kolei zaś Maria Leszczyńska jako pani pułkownikowa nadal martwiłaby się całą tą sprawą. Cóż... Zdecydowanie każda z nich była teraz na odpowiednim miejscu i z godnością znosiła przeciwności losu.
- Proszę się uspokoić, Wasza Królewska Mość - powiedziała pani Helena - Wszystko jakoś się ułoży.
- Jakoś się ułoży? Jakoś się ułoży. Dobre sobie. Zgoda, niech będzie. Ułoży się, tylko jak?! Jakoś?! - mówiła królowa ze smutkiem i rozpaczą w głosie - Każdy może przyjść i powiedzieć, że wszystko „jakoś się ułoży”. Dobrze, ale jak to „jakoś” będzie wyglądać?! Co zrobimy, jeżeli poniesiemy porażkę? A jeśli wszystkie nasze plany obrócą się wniwecz i wybuchnie ta nieszczęsna wojna? Co wtedy zrobimy? Nasza ukochana Francja poniesie duże straty. Zginą nasi wierni poddani, a jeśli wierzyć wersji twoich przyjaciół, to nasi wrogowie w tym samym czasie przeprowadzą zamach stanu. Burbonowie mogą być zrzuceni z francuskiego tronu! Mój królewski małżonek zostanie uwięziony albo zabity. A co ze mną? Kto się o mnie upomni? Nikt. Kto się tutaj liczy z moją ojczyzną? To, że wniosłam Francji w posagu Lotaryngię i to, że po śmierci mego ojca stanie się ona częścią tego kraju, to jeszcze za mało, aby naród francuski mnie obronił. Prócz tego nie zapominaj, że dla nich wciąż jestem jedynie cudzoziemką w obcym kraju. Zapewniam cię, że tutaj nikt się o mnie nie upomni. Zgniję w lochu w jakimś ponurym zamczysku. I co się wtedy stanie z moim nienarodzonym dzieckiem?
Królowa bowiem była przy nadziei, o czym jednak wiedziały tylko nieliczne, zaufane osoby, w tym również pani de Saudier.
Po wypowiedzeniu tych słów władczyni Francji upadła zrozpaczona na fotel i zaniosła się płaczem.
Helena de Saudier wzięła Marię Leszczyńską za rękę i głaskała ją po niej długo, próbując uspokoić przyjaciółkę.
Maria Leszczyńska nagle przestała płakać i uspokoiła się.
- Właściwie, to dlaczego ja płaczę nad sobą? - zapytała sama siebie retorycznie - Boże, jaka ja jestem samolubna. Powinnam płakać nad moimi poddanymi. To oni najwięcej będą cierpieć, kiedy wybuchnie wojna i do tego jeszcze zostanie tu przeprowadzony przewrót pałacowy. To o nich powinnam się teraz najbardziej martwić. Oni najwięcej ucierpią na wskutek wojny z wrogiem i do tego jeszcze wojny domowej. Boże, dziękuję ci, że zesłałeś na mnie opamiętanie. Pokora jest potrzebna nawet królowym. Przede wszystkim królowym! Nie mogę myśleć tylko o sobie. Zbyt hojnie Bóg mnie obdarował i zbyt wysoko podobało mu się mnie postawić, żebym teraz miała kierować się egoizmem. Myśleć tylko o sobie oraz o swych najbliższych.
Podniosła się z fotela i dodała:
- Dość tych łez. Trzeba się opamiętać. Nawet gdybym nie była żoną króla, to i tak powinnam martwić się o innych, a nie tylko o siebie. Jestem jednak królową Francji, a nie zwykłą kobietą. Z tego powodu tym bardziej muszę teraz myśleć o moich poddanych, a także o tym kraju, mojej nowej ojczyźnie. No, dość już tych łez, Mario. Jesteś nie tylko kobietą, ale również i królową Francji. Jeśli nawet jako kobieta możesz sobie pozwolić na rozpacz, to i tak jako władczyni musisz być dzielna.
Po tym przejmującym monologu Maria Leszczyńska zwróciła się do Heleny de Saudier:
- Nie wiesz, moja droga, jak przebiega odzyskanie tego dokumentu? Czy został już zniszczony?
- Nie wiem, Najjaśniejsza Pani - odpowiedziała królowej pani Helena - Mój bratanek i jego przyjaciele jeszcze nie wrócili z misji. Wiadomości również żadnej nie wysłali. Nie wiem, co się z nimi teraz dzieje. Oby tylko nic złego.
- Również mam taką nadzieję - powiedziała królowa ze smutkiem w głosie - Ale powiedz mi, czy może twój bratanek oraz jego przyjaciele dowiedzieli się już, kto stoi za tym spiskiem?
- No cóż, nie mamy jeszcze całkowitej pewności, kto to... - zaczęła Helena de Saudier, ale królowa przerwała jej groźnym tonem.
- Nie potrzebuję całkowitej pewności. W dzisiejszych czasach niczego nie można być pewnym. Więc jak? Co wiesz?
- Prawdopodobnie stoi za tym minister Colgen - rzekła Helena de Saudier.
- A więc jednak – powiedziała królowa, zaciskając pięść ze złości - On od początku wydawał mi się co najmniej podejrzany. Ale oczywiście Jego Królewska Mość, a mój małżonek, nie pozwalał złego słowa powiedzieć o tym krętaczu. A teraz wiem nareszcie, że on przeciwko nam spiskuje! Mogłam się tego spodziewać!
- Wasza Wysokość, pragnę jednak przypomnieć, że nie mamy jeszcze żadnych dowodów jego winy – pani Helena próbowała zachować zdrowy rozsądek.
- Jak długo jeszcze będziemy się zasłaniać ich brakiem? - zapytała Maria Leszczyńska - Aż nas strąci z tronu i założy koronę Francji na swoją nędzną skroń? Nie ma mowy! Od dawna już podejrzewałam tego łotra, że sprzeniewierza państwowe pieniądze i nie jest naszym przyjacielem. Teraz widzę, że miałam rację, choć przyznaję, iż nie spodziewałam się po nim tak śmiałego ruchu. W końcu kradzież państwowych pieniędzy to jedno, ale spisek przeciwko nam to drugie. Jednak powinnam wiedzieć, że po takim człowieku jak Colgen można się wszystkiego spodziewać.
Królowa podniesiona na duchu serdecznie pożegnała się z przyjaciółką i natychmiast udała do apartamentów króla. Przekazała mu to, co usłyszała od Heleny de Saudier. Reakcja jej małżonka była jednak inna, niż mogła się spodziewać.
- Ależ moja kochana - odpowiedział Ludwik XV wysłuchawszy tych słów z typowym dla siebie stoicyzmem - To bardzo poważne zarzuty, a my nie mamy dowodów na ich potwierdzenie.
- Jak to nie mamy? A kradzież dokumentu? A niemiecki sekretarz? - zapytała Maria Leszczyńska.
- To jeszcze nie dowodzi jego winy. Pamiętaj, że Colgen jest naszym kuzynem. Pomimo tego, że parę razy okradł skarb państwa wiemy, że jest nam wierny i nigdy by nas nie zdradził.
- Ależ Najjaśniejszy Panie… - zaczęła królowa, lecz król jej przerwał gestem dłoni.
- Dosyć tego, moja Pani. Dosyć tego! Jestem królem Francji i nie mogę oskarżyć mojego najlepszego ministra na podstawie zaledwie domysłów moich czterech muszkieterów i twojej przyjaciółki. Będą dowody, to wtedy wam uwierzę. Póki co jednak nie chcę więcej słyszeć żadnych oszczerstw pod adresem mojego wiernego ministra.
- Najjaśniejszy Panie...
- Dość! Sprawa zamknięta. I nie mówmy już o tym.
Królowa chciała coś jeszcze powiedzieć, jednak król uciszył ją jednym gestem dłoni. Zdenerwowana wyszła więc z komnaty i udała się do swojego pokoju. Zastała tam Helenę de Saudier, która teraz o dziwo była bardzo uradowana, jednakże na widok smutku królowej uśmiech zniknął z twarzy pani pułkownikowej.
- Co się stało, Wasza Wysokość? - zapytała.
- Jego Królewska Mość mi nie uwierzył - powiedziała Maria Leszczyńska, cała roztrzęsiona, siadając na fotel - Nie uwierzył mi! Rozumiesz to? Mnie, swojej własnej żonie zarzucił, że zbyt pochopnie wyciągam wnioski! To oburzające! I tak jak ty wysuwał argumenty, że nie mamy dowodów winy ministra i ani pewności, że ty. Podobnie jak ty wspominałaś o tym, chociaż ciebie to ja rozumiem. Po prostu zachowujesz zdrowy rozsądek i nie chcesz wystawiać na szwank mojej opinii, którą bym mogła stracić wysuwając publicznie oskarżenie przeciwko komuś tak wysoko postawionemu jak Colgen. Ale król? Jemu się dziwię. Może przecież jako władca Francji kazać wszcząć śledztwo w sprawie kradzieży dokumentu i spisku, jednak nie chce tego zrobić. Mało tego, kiedy tylko przedstawiłam mu poszlaki wskazujące na łotrostwa Colgena, to powiedział, że na przypuszczeniach nie może opierać swoich decyzji. Śmieszne! On nie może się opierać na pogłoskach?! Przecież to powszechnie wiadomo, że wsadzano już ludzi do Bastylii na podstawie mniejszych dowodów i wszystko tłumaczono sobie dobrem Francji! Jego Królewska Mość jest głupcem i wkrótce zapłaci za to najwyższą cenę. Tylko czemu wraz z nim będą musieli płacić za to jego poddani, a także i ja?! To niesprawiedliwe!
- Świat rzadko kiedy jest sprawiedliwy, Wasza Wysokość. Ale mam też pomyślne dla nas nowiny - powiedziała Helena de Saudier.
- A jakież to?
- Przed chwilą właśnie otrzymałam list od mojego bratanka, Fryderyka de Saudier. Pisze mi o sukcesie i sposobie w jaki go osiągnęli.
- Naprawdę?! Udało im się?! Zniszczyli dokument?! - dopytywała się królowa, od razu odzyskując dobry nastrój.
Szybko otarła łzy i radośnie spojrzała na panią Helenę.
- Mówże wreszcie, kobieto, co on tam pisze! Czy każesz mi czekać w nieskończoność?!
- Spokojnie, Wasza Wysokość. Wszystko po kolei - uspokoiła ją Helena de Saudier z uśmiechem na twarzy - Może najlepiej będzie, jak spokojnie przeczytam ten list Waszej Królewskiej Mości?
- Tak, chyba tak będzie najlepiej - powiedziała królowa - Czytaj więc, Heleno. Czytaj, byle dokładnie.
A więc zaczynamy. Oto Wersal, królewska siedziba Ludwika XV i jego żony, królowej Marii Leszczyńskiej. Najpiękniejszy oraz najwspanialszy pałac w Europie. To Szanowni Czytelnicy zapewne już dobrze wiedzą. Ale z całą pewnością tajemnicą dla nich jest fakt, co teraz robią władcy Francji. Pozwólcie zatem z nami. Widzicie ten przepiękny pokój? To sala tronowa, w której często przebywa para królewska. Czy są oni tu obecni? Niestety, zastaliśmy tutaj jedynie króla. W otoczeniu dworzan wysłuchuje on właśnie raportu jednego ze swoich ministrów. Zostawmy go więc przy tym jakże nudnym, choć równocześnie bardzo ważnym zajęciu i zajrzyjmy teraz do królowej. Ciekawe, gdzież ona się teraz ukryła? O, jest! Przebywa akurat w swoich prywatnych apartamentach. Pozostańmy więc w kącie niezauważeni przez nikogo i nie przeszkadzając cicho obserwujmy to, co się zaraz wydarzy.
***
Królowa w chwili, którą tu opisujemy, siedziała na fotelu, a na jej twarzy malował się ogromny smutek. Była załamana. Zdawała sobie sprawę z konsekwencji, jakie pociągało za sobą dostanie się wykradzionego z królewskiej kancelarii dokumentu w niepowołane ręce. Francji groziła wojna, która może wybuchnąć w każdej chwili! Nie było najmniejszych wątpliwości, że takie coś nastąpi, w końcu to wykradzione pismo było strasznie niebezpieczne, zaś jego opublikowanie groziło katastrofą. Maria Leszczyńska zadawała sobie wobec tego pytanie, dlaczego Ludwik, wiedząc doskonale o zagrożeniu, jakie się wiąże z tym dokumentem, po prostu go nie zniszczył? Traktat i tak nie został zrealizowany, bo pozostał jednym z tych licznych dokumentów, które miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Trzeba było go po prostu zniszczyć! Chowanie tego czegoś w archiwum stanowiło w polityce Ludwika XV poważny błąd. Ale oczywiście czego można oczekiwać po piętnastoletnim chłopcu, w dodatku kierowanym przez bandę zachłannych na władzę ministrów, ale chyba król Francji mimo młodego wieku miał również własny rozum. Powinien przewidzieć, że coś takiego może się wydarzyć i zawczasu zniszczyć ten feralny dokument. Zapanowałby dzięki temu raz na zawsze spokój. A teraz co?! Wojna może objąć cały kraj, najwięcej zaś stracą przez nią biedni, prości ludzie. I tak już jest im ciężko, a teraz jeszcze to! Mają ginąć na wojnie, bo ich władcą jest bezmyślnym młodzikiem? Do tego dochodzi jeszcze skarbiec królewski. Czy wytrzyma on takie obciążenie? Zaiste, głupota królów w sprawach dokumentów najwyższej wagi jest chwilami karygodna.
Rozważanie królowej zostały przerwane przez służącego pytającego, czy Najjaśniejsza Pani raczy teraz przyjąć panią pułkownikową de Saudier. Królowa ucieszyła się na wieść o wizycie swojej najlepszej przyjaciółki i kazała natychmiast ją wprowadzić.
Chwilę później do saloniku królowej weszła pani Helena.
- Witam serdecznie Waszą Królewską Mość - powiedziała pani de Saudier, nisko przy tym dygając.
- Witaj, Heleno. Nawet nie wiesz, jak twoja obecność jest mi teraz bardzo potrzebna - odpowiedziała jej królowa życzliwym tonem.
- Naprawdę, Miłościwa Pani?
- O, tak, Heleno. Bardzo, ale to bardzo naprawdę. Jestem bowiem teraz pogrążona w prawdziwej rozpaczy. Sama już nie wiem, co mam robić.
Królowa z rozpaczą dotknęła swego czoła.
Helena de Saudier uklękła przy królowej i ujęła jej dłoń. Patrzyła w jej twarz i myślała sobie, jaka ona biedna. Ona, ta kobieta, którą los ustanowił królową Francji przechodziła teraz straszliwe katusze. Ach, jakże bardzo pani de Saudier jej teraz współczuła. Zrobiłaby wszystko, żeby ulżyć jej w cierpieniu, nawet zamieniłaby się z nią miejscami. Wiedziała wszak, że nic by to nie pomogło. Ona sama jako królowa również nie mogłaby uratować Francji przed groźbą wojny, z kolei zaś Maria Leszczyńska jako pani pułkownikowa nadal martwiłaby się całą tą sprawą. Cóż... Zdecydowanie każda z nich była teraz na odpowiednim miejscu i z godnością znosiła przeciwności losu.
- Proszę się uspokoić, Wasza Królewska Mość - powiedziała pani Helena - Wszystko jakoś się ułoży.
- Jakoś się ułoży? Jakoś się ułoży. Dobre sobie. Zgoda, niech będzie. Ułoży się, tylko jak?! Jakoś?! - mówiła królowa ze smutkiem i rozpaczą w głosie - Każdy może przyjść i powiedzieć, że wszystko „jakoś się ułoży”. Dobrze, ale jak to „jakoś” będzie wyglądać?! Co zrobimy, jeżeli poniesiemy porażkę? A jeśli wszystkie nasze plany obrócą się wniwecz i wybuchnie ta nieszczęsna wojna? Co wtedy zrobimy? Nasza ukochana Francja poniesie duże straty. Zginą nasi wierni poddani, a jeśli wierzyć wersji twoich przyjaciół, to nasi wrogowie w tym samym czasie przeprowadzą zamach stanu. Burbonowie mogą być zrzuceni z francuskiego tronu! Mój królewski małżonek zostanie uwięziony albo zabity. A co ze mną? Kto się o mnie upomni? Nikt. Kto się tutaj liczy z moją ojczyzną? To, że wniosłam Francji w posagu Lotaryngię i to, że po śmierci mego ojca stanie się ona częścią tego kraju, to jeszcze za mało, aby naród francuski mnie obronił. Prócz tego nie zapominaj, że dla nich wciąż jestem jedynie cudzoziemką w obcym kraju. Zapewniam cię, że tutaj nikt się o mnie nie upomni. Zgniję w lochu w jakimś ponurym zamczysku. I co się wtedy stanie z moim nienarodzonym dzieckiem?
Królowa bowiem była przy nadziei, o czym jednak wiedziały tylko nieliczne, zaufane osoby, w tym również pani de Saudier.
Po wypowiedzeniu tych słów władczyni Francji upadła zrozpaczona na fotel i zaniosła się płaczem.
Helena de Saudier wzięła Marię Leszczyńską za rękę i głaskała ją po niej długo, próbując uspokoić przyjaciółkę.
Maria Leszczyńska nagle przestała płakać i uspokoiła się.
- Właściwie, to dlaczego ja płaczę nad sobą? - zapytała sama siebie retorycznie - Boże, jaka ja jestem samolubna. Powinnam płakać nad moimi poddanymi. To oni najwięcej będą cierpieć, kiedy wybuchnie wojna i do tego jeszcze zostanie tu przeprowadzony przewrót pałacowy. To o nich powinnam się teraz najbardziej martwić. Oni najwięcej ucierpią na wskutek wojny z wrogiem i do tego jeszcze wojny domowej. Boże, dziękuję ci, że zesłałeś na mnie opamiętanie. Pokora jest potrzebna nawet królowym. Przede wszystkim królowym! Nie mogę myśleć tylko o sobie. Zbyt hojnie Bóg mnie obdarował i zbyt wysoko podobało mu się mnie postawić, żebym teraz miała kierować się egoizmem. Myśleć tylko o sobie oraz o swych najbliższych.
Podniosła się z fotela i dodała:
- Dość tych łez. Trzeba się opamiętać. Nawet gdybym nie była żoną króla, to i tak powinnam martwić się o innych, a nie tylko o siebie. Jestem jednak królową Francji, a nie zwykłą kobietą. Z tego powodu tym bardziej muszę teraz myśleć o moich poddanych, a także o tym kraju, mojej nowej ojczyźnie. No, dość już tych łez, Mario. Jesteś nie tylko kobietą, ale również i królową Francji. Jeśli nawet jako kobieta możesz sobie pozwolić na rozpacz, to i tak jako władczyni musisz być dzielna.
Po tym przejmującym monologu Maria Leszczyńska zwróciła się do Heleny de Saudier:
- Nie wiesz, moja droga, jak przebiega odzyskanie tego dokumentu? Czy został już zniszczony?
- Nie wiem, Najjaśniejsza Pani - odpowiedziała królowej pani Helena - Mój bratanek i jego przyjaciele jeszcze nie wrócili z misji. Wiadomości również żadnej nie wysłali. Nie wiem, co się z nimi teraz dzieje. Oby tylko nic złego.
- Również mam taką nadzieję - powiedziała królowa ze smutkiem w głosie - Ale powiedz mi, czy może twój bratanek oraz jego przyjaciele dowiedzieli się już, kto stoi za tym spiskiem?
- No cóż, nie mamy jeszcze całkowitej pewności, kto to... - zaczęła Helena de Saudier, ale królowa przerwała jej groźnym tonem.
- Nie potrzebuję całkowitej pewności. W dzisiejszych czasach niczego nie można być pewnym. Więc jak? Co wiesz?
- Prawdopodobnie stoi za tym minister Colgen - rzekła Helena de Saudier.
- A więc jednak – powiedziała królowa, zaciskając pięść ze złości - On od początku wydawał mi się co najmniej podejrzany. Ale oczywiście Jego Królewska Mość, a mój małżonek, nie pozwalał złego słowa powiedzieć o tym krętaczu. A teraz wiem nareszcie, że on przeciwko nam spiskuje! Mogłam się tego spodziewać!
- Wasza Wysokość, pragnę jednak przypomnieć, że nie mamy jeszcze żadnych dowodów jego winy – pani Helena próbowała zachować zdrowy rozsądek.
- Jak długo jeszcze będziemy się zasłaniać ich brakiem? - zapytała Maria Leszczyńska - Aż nas strąci z tronu i założy koronę Francji na swoją nędzną skroń? Nie ma mowy! Od dawna już podejrzewałam tego łotra, że sprzeniewierza państwowe pieniądze i nie jest naszym przyjacielem. Teraz widzę, że miałam rację, choć przyznaję, iż nie spodziewałam się po nim tak śmiałego ruchu. W końcu kradzież państwowych pieniędzy to jedno, ale spisek przeciwko nam to drugie. Jednak powinnam wiedzieć, że po takim człowieku jak Colgen można się wszystkiego spodziewać.
Królowa podniesiona na duchu serdecznie pożegnała się z przyjaciółką i natychmiast udała do apartamentów króla. Przekazała mu to, co usłyszała od Heleny de Saudier. Reakcja jej małżonka była jednak inna, niż mogła się spodziewać.
- Ależ moja kochana - odpowiedział Ludwik XV wysłuchawszy tych słów z typowym dla siebie stoicyzmem - To bardzo poważne zarzuty, a my nie mamy dowodów na ich potwierdzenie.
- Jak to nie mamy? A kradzież dokumentu? A niemiecki sekretarz? - zapytała Maria Leszczyńska.
- To jeszcze nie dowodzi jego winy. Pamiętaj, że Colgen jest naszym kuzynem. Pomimo tego, że parę razy okradł skarb państwa wiemy, że jest nam wierny i nigdy by nas nie zdradził.
- Ależ Najjaśniejszy Panie… - zaczęła królowa, lecz król jej przerwał gestem dłoni.
- Dosyć tego, moja Pani. Dosyć tego! Jestem królem Francji i nie mogę oskarżyć mojego najlepszego ministra na podstawie zaledwie domysłów moich czterech muszkieterów i twojej przyjaciółki. Będą dowody, to wtedy wam uwierzę. Póki co jednak nie chcę więcej słyszeć żadnych oszczerstw pod adresem mojego wiernego ministra.
- Najjaśniejszy Panie...
- Dość! Sprawa zamknięta. I nie mówmy już o tym.
Królowa chciała coś jeszcze powiedzieć, jednak król uciszył ją jednym gestem dłoni. Zdenerwowana wyszła więc z komnaty i udała się do swojego pokoju. Zastała tam Helenę de Saudier, która teraz o dziwo była bardzo uradowana, jednakże na widok smutku królowej uśmiech zniknął z twarzy pani pułkownikowej.
- Co się stało, Wasza Wysokość? - zapytała.
- Jego Królewska Mość mi nie uwierzył - powiedziała Maria Leszczyńska, cała roztrzęsiona, siadając na fotel - Nie uwierzył mi! Rozumiesz to? Mnie, swojej własnej żonie zarzucił, że zbyt pochopnie wyciągam wnioski! To oburzające! I tak jak ty wysuwał argumenty, że nie mamy dowodów winy ministra i ani pewności, że ty. Podobnie jak ty wspominałaś o tym, chociaż ciebie to ja rozumiem. Po prostu zachowujesz zdrowy rozsądek i nie chcesz wystawiać na szwank mojej opinii, którą bym mogła stracić wysuwając publicznie oskarżenie przeciwko komuś tak wysoko postawionemu jak Colgen. Ale król? Jemu się dziwię. Może przecież jako władca Francji kazać wszcząć śledztwo w sprawie kradzieży dokumentu i spisku, jednak nie chce tego zrobić. Mało tego, kiedy tylko przedstawiłam mu poszlaki wskazujące na łotrostwa Colgena, to powiedział, że na przypuszczeniach nie może opierać swoich decyzji. Śmieszne! On nie może się opierać na pogłoskach?! Przecież to powszechnie wiadomo, że wsadzano już ludzi do Bastylii na podstawie mniejszych dowodów i wszystko tłumaczono sobie dobrem Francji! Jego Królewska Mość jest głupcem i wkrótce zapłaci za to najwyższą cenę. Tylko czemu wraz z nim będą musieli płacić za to jego poddani, a także i ja?! To niesprawiedliwe!
- Świat rzadko kiedy jest sprawiedliwy, Wasza Wysokość. Ale mam też pomyślne dla nas nowiny - powiedziała Helena de Saudier.
- A jakież to?
- Przed chwilą właśnie otrzymałam list od mojego bratanka, Fryderyka de Saudier. Pisze mi o sukcesie i sposobie w jaki go osiągnęli.
- Naprawdę?! Udało im się?! Zniszczyli dokument?! - dopytywała się królowa, od razu odzyskując dobry nastrój.
Szybko otarła łzy i radośnie spojrzała na panią Helenę.
- Mówże wreszcie, kobieto, co on tam pisze! Czy każesz mi czekać w nieskończoność?!
- Spokojnie, Wasza Wysokość. Wszystko po kolei - uspokoiła ją Helena de Saudier z uśmiechem na twarzy - Może najlepiej będzie, jak spokojnie przeczytam ten list Waszej Królewskiej Mości?
- Tak, chyba tak będzie najlepiej - powiedziała królowa - Czytaj więc, Heleno. Czytaj, byle dokładnie.
Maria jest naprawdę dobrą i odpowiedzialną władczynią, która interesuje się losem swoich poddanych bardziej niż król, mimo że sama pochodzi z kraju, niemającego żadnego związku z Francją i dopiero od niedawna przeniosła się do Francji, podczas gdy król jest rodowitym Francuzem i całe życie spędził na francuskim dworze. Prawda jest taka, że on w ogóle nie posiada swojego rozumu. Jest głupim i bezmyślnym młokosem, stanowiącym marionetkę w rękach Colgena, którym jest tak zaślepiony, że w ogóle nie potrafi dostrzec jego zakłamania i obłudy. Doprawdy ślepy z niego głupiec i beznadziejny władca. Osadzenie go na tronie było doprawdy ogromnym błędem, gdyż on w ogóle nie nadaje się do tego, by sprawować rządy w państwie.
OdpowiedzUsuń