środa, 7 lutego 2018

Zakończenie

Epilog - czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy

I to by było na tyle, jeśli chodzi o akcję naszej powieści. Inny pisarz zakończyłby na tym swoje dzieło, ale my nie jesteśmy innym pisarzem i uważamy, że należy powiedzieć do końca, co się stało z bohaterami naszej powieści. To też właśnie zaraz uczynimy.
Trechevile wrócił do swojej posiadłości, po czym posiadając rozkazy od samego króla, wymusił zwrot ziem niegdyś należących do jego rodziny. Nie zajęło mu to na szczęście zbyt wiele czasu i znów stał się panem na włościach, tym razem jednak jako książę de Trechevile. Wyremontował także swój stary zamek i nagrodził Gerwazego oraz pozostałych służących za wierność i lojalność.
Filip de Bernice wrócił do zdrowia i wraz z Francois pojechał do ich ojca. Stary baron, niedawno mianowany przez króla hrabią, bardzo ucieszył się na widok obu synów całych i zdrowych. Trudno nam jest opisać ze wszelkimi szczegółami radość oraz łzy wylane przez ojca i zaginionego syna. Na to, aby to wszystko opisać, potrzebowalibyśmy słów nieziemskich, albowiem te ziemskie są zbyt słabe lub też za mało wzniosłe, żeby odpowiednio opisać całe piękno tej sceny. Powiemy więc tylko tyle, że to była wspaniała chwila. Hrabia z miejsca mianował swego pierworodnego syna kawalerem de Bouthe i nadał duże ziemie, wraz ze wsią Bouthe. Co prawda Filip był starszym synem hrabiego, lecz zrzekł się pierwszeństwa na rzecz swojego młodszego brata. Jak powiedział, nauczył się podczas swej rekonwalescencji pokory, a prócz tego zrozumiał, jak mocno i niesłusznie skrzywdził Francois, dlatego uznał, że rezygnacja z tytułu wicehrabiego oraz możliwości dziedziczenia wszystkich tytułów będzie najlepszą dla niego karą za wszystkie podłe uczynki, których dokonał. Były złoczyńca i sługus ministra Colgena zadowolił się więc jedynie tytułem kawalera de Bouthe. Został też człowiekiem uczciwym i osiadł na stałe ze swoim ojcem, z który miał wiele do omówienia. Nie musieli się spieszyć, mieli bowiem mnóstwo czasu dla siebie. Do tego świeżo pasowany kawaler polubił swoją macochę do tego stopnia, że nazywał ją pieszczotliwie „mamą”. Była ona bowiem dla niego tak miła i dobra, że nie potrafił obdarzyć ją innym tytułem.
Na wiosnę roku pańskiego 1726 Raul de Charmentall i Francesca de Villervie pobrali się w katerze Najświętszej Marii Panny w Paryżu. Tego samego dnia, podczas tej samej uroczystości, zostali połączeni świętym węzłem małżeńskim Francois de Morce i Luiza Colgen (a właściwie panna Izabella Charmenatall, którą jednak z przyzwyczajenia nazywano Luizą). Na uroczystości podwójnych zaślubin zjawili się wszyscy przyjaciele oraz krewni par młodych, łącznie z panem Trechevile i Heleną de Saudier, którą królowa za wierność w ciężkich dla siebie chwilach mianowała hrabiną. Oprócz tego przybyli ojciec wicehrabiego de Morce i jego brat, aby razem świętować tę podwójną radość. Kawaler de Bouthe pogodził się ostatecznie z myślą, że Luiza nigdy go nie zechce i chcąc przeprosić jakoś swoją piękną bratową za uczynione jej dotąd krzywdy, podarował pani Luizie piękny naszyjnik wysadzany niezwykle pięknymi szmaragdami i rubinami.
- Dla mojej kochanej bratowej z nadzieją, że wybaczy mi ona te wszystkie nieprzyjemności, jakie jej dotąd czyniłem - powiedział Filip, wręczając dziewczynie ten prezent.
Luiza oczywiście z radością przyjęła ów dar i oznajmiła, że wybaczyła już dawno byłemu hrabiemu de Bernice wszystkie uczynione przez niego niegodziwości.
Na ceremonii zjawili się zgodnie z zapowiedzią sami Ludwik XV i Maria Leszczyńska. I jeśli wierzyć legendom bawili się równie znakomicie, co ich poddani.
Co do Hermana Grusnera, to nie bójcie się o niego, Drodzy Czytelnicy. Spokojnie uciekł do Prus i przy pomocy skarbów, jakie zabrał z zamku Le Vieux Diable przeprowadził rehabilitację swego ojca. Spłacił też wszystkie jego długi, założył własną kancelarię prawną i pracował jako adwokat. Był na tyle popularny, że nawet zaczął brać czynny udział w życiu politycznym swego rodzinnego miasta, a po kilku latach został wybrany na burmistrza.
Ponieważ zaś Grusner był z natury uczciwy, to uznał, że całe zdobyte przez niego złoto nie należy się tylko jemu. Wysłał więc pannie Luizie przez swoich zaufanych ludzi kilka szkatułek kosztowności jako posag dla niej. Dowiedział się bowiem o śmierci Colgen i planowanym ślubie Luizy, którą bardzo lubił. Nie zjawił się osobiście na weselu bojąc się, że król i królowa mogą mu mieć za złe jego udział w intrydze przeciwko nim. Jedynie posłał dziewczynie ów wspaniały dar. Napisał też list, w którym wyjaśnił motywy swojego postępowania oraz prosił ją o przebaczenie. Luiza oczywiście z radością odpisała mu zaznaczając przy tym, że Hermann Grusner będzie u nich zawsze mile widziany.
Luiza oprócz posagu w postaci kosztowności od dawnego sekretarza Colgena, otrzymała od swojego brata sporą część ziem, w tym tereny Saint Denis z owym ponurym klasztorem. Na mocy nadanych jej praw Luiza wraz ze swym mężem natychmiast (z małą pomocą samej królowej) zabrała się za jego reformę. Okrutne, podłe i fanatyczne mniszki została wygnane z kraju. Zamieszkały w nim zakonnice o umiarkowanych poglądach religijnych. Sam klasztor zaś stał się również szkołą dla ubogich wiejskich dzieci. Prowadziły go zakonnice oraz uczciwi i najlepsi nauczyciele sprowadzeni z najdalszych zakątków całej Europy. Ponoć do dzisiaj na tych terenach sławi się imię szlachetnej żony wicehrabiego de Morce.
Sam Raul zaś po ceremonii ślubnej odczekał zaledwie dwie godziny wesela, po czym porwał swoją świeżo poślubioną małżonkę do alkowy. Ta się nieco wzbraniała, ale tylko dla zasady, gdyż tak naprawdę bardzo się jej ów pomysł spodobał. Poza tym jej pragnienie cielesnych uciech było w tej chwili tak samo wielkie jak to, które paliło od środka jej męża.
- Wiesz, ukochana - powiedział Raul, gdy już ją rozbierał - Będzie mi nieco brakował pana Fryderyka de Saudier. W końcu tyle z nim przygód wspólnie odbyłem. Będzie mi go brakować.
- No cóż, mój panie mężu - odpowiedziała z zadziornym uśmiechem Francesca - Zawsze, jeśli tylko zechcesz, może on wrócić. Ale musiałabyś się wtedy pożegnać ze swoją ukochaną panią Charmentall.
Raul potrząsnął przecząco głową.
- O nie! Nigdy w życiu. Zdecydowanie wolę cię w takiej postaci, jakiej jesteś teraz, najdroższa pani żono.
- Nie wątpię, że lubisz mnie właśnie w tej postaci, mój słodki panie mężu - powiedziała Francesca z figlarnym uśmiechem na twarzy.
To mówiąc położyła się naga na łóżku i przyciągnęła mocno do siebie męża, całując go w usta i okazując mu swe uczucie w najpiękniejszy ze wszystkich możliwych sposobów.
                           
KONIEC

1 komentarz:

  1. A więc Filip w pełni zrozumiał i pozałował swego niegodziwego postępowania do tego stopnia, że postanowił zrezygnować z ziem podarowanych mu przez ojca na rzecz młodszego brata, z którym ostatecznie doszedł do porozumienia i szczerze się z nim zaprzyjaźnił, a to oznaczało, że mu wcale nie zależało na tytułach i bogactwach, tylko na tym, aby uzyskać miłość ojca i zostać przez niego uznanym za syna. To właśnie tego zazdrościł Francoisowi, uważając że zajął on jego miejsce w sercu ojca. Na szczęście ojciec przyjął go z otwartymi ramionami, kiedy przekonał się, że on naprawdę był jego zaginionym przed laty pierworodnym i w ten sposób Filip odzyskał ojca, a do tego zyskał wspaniałego brata, który wybaczył mu całe wyrządzone zło, dzięki czemu mogli zostać prawdziwymi, kochającymi się braćmi. Cwany Niemiec z kolei powrócił do swojej ojczyzny i dorobił się wysokiego stanowiska, dzięki okradzeniu swego pana. W końcu przyszedł po rozum do głowy i podobnie jak hrabia, zrozumiał swoje złe czyny i postanowił się jakoś zrekompensować, co z całą pewnością wyszło mu na dobre, skoro z pomiatanego sługi stał się kimś znacznym w swoim rodzinnym mieście do którego powrócił jako bogaty pan, dzięki sprzedaży kosztowności, jakie wykradł Colgenowi.

    OdpowiedzUsuń

Zakończenie

Epilog - czyli wszystko dobre, co się dobrze kończy I to by było na tyle, jeśli chodzi o akcję naszej powieści. Inny pisarz zakończyłby na...